Misja: KPN czyli Kermit Psem Normalnym



"Usuń ze swojego słownika słowo problem i zastąp je słowem wyzwanie..."


Nie to że coś, że niby uważam Kermita za jakiegoś wariata (no dobra, może trochę), ale nie jest on w pełni normalnym psem. Zdefiniujmy psa normalnego: dla mnie jest to pies który nie sprawia problemów (wyzwań?) wychowawczych w codziennym życiu, nie jest agresywny, przesadnie strachliwy, nie ma żadnych głupich schiz, można mu zaufać, reaguje na przywołanie, można go spokojnie zabrać zarówno na spacer na łąki z bieganiem luzem, jak i na spokojną przechadzkę po mieście na smyczy, nie ma problemów ze skupieniem się i pracą w nowych miejscach, potrafi ignorować rozproszenia i nie przytłaczają go nowe sytuacje. Obszerne wymagania? No cóż, takie psy istnieją, Soni niewiele brakuje do normalnego psa i z niej również go zrobię, ale u niej pracy jest mniej więc nie widzę potrzeby rozbijania tego tak jak w przypadku Kermita. Plan na ten rok (kalendarzowy i równocześnie drugi rok naszej współpracy z Kerym, bo to się prawie pokrywa) to stworzyć z Kermita psa normalnego. Już w noworocznych postanowieniach uwzględniłam te rzeczy które chcę w nim naprawić, ale na mnie motywująco działa, jak sobie jeszcze raz wszystko zbiorę i ładnie wypiszę ze szczegółami na karteczce czy na blogu ;). Jak tak sobie przypominam, to szykując się do adopcji psa nie myślałam o tym psie jako sportowym geniuszu, ale raczej towarzyszu codziennego życia, motywatorze do dłuższych spacerów niż z samą Sońką, osobistym trenerze do biegania i jazdy na rowerze, który przy okazji będzie coś tam ze sportów robił z obi a może nawet frisbee albo i coś jeszcze za kilka lat. Te moje oczekiwania spełnił i okazał się jeszcze psem mega inteligentnym z bardzo dużym potencjałem do sportów, miałam meeeega szczęście że na niego trafiłam! Już na początku gdy miałam adoptować psa wiedziałam, że pewnie nie będzie różowo, że dorosły pies ze schronu, który swoje w życiu przeszedł, na pewno będzie sprawiał jakieś tam problemy (wyzwania!) i tego nie uniknęliśmy, ale nie jest to dla mnie nic dziwnego.
Proponuję że wypiszę wszystko w punktach, aby dobrze rozplanować moją misję na ten rok. 


Nasze problemy:

1) Agresja do innych psów.

2) Brak pewnego przywołania.

3) Niezbyt stabilne chodzenie na smyczy - Kery potrafi iść najpierw pięknie na luźnej smyczy, za chwilę ciągnąć jak oszalały, po paru krokach szarpać na boki, zatrzymać się a zaraz potem znów iść na luzie.

4) Rzucanie się na przejeżdżające blisko samochody. - Kiedy idziemy kawałek od ulicy, czasem nawet przy samej szosie, samochody nie robią na nim większego wrażenia, ale jak jakiś mija nas na polnej drodze to jest szaleństwo.

5) Agresja do niektórych ludzi.

6) Zjadanie wszystkiego co znajdzie. 

----------------------------------------------------------------------------

Skąd się wzięły te problemy:

1) O tym już chyba pisałam. Ekscytacja i frustracja z którą sobie nie radzi i w końcu wybucha.

2) Zbyt mała wartość mojej osoby.

3) Bo coś wywęszy, zobaczy itp. Nie mówię że ciągnie na smyczy, bo nie robi tego bez powodu i cały czas, ale tylko wtedy kiedy coś go zainteresuje, albo przepełnia go energia bo dopiero wyszliśmy na spacer. Normalnie chodzi ładnie, na luźnej smyczy.

4) Nie wiem do końca czy chodzi o naszą odległość od samochodu czy o to że Kermit się go nie spodziewa na polnej drodze, a wiele samochodów jadących ulicą to już rzecz normalna.

5) Chyba działa na podobnej zasadzie do tej skierowanej na inne psy, czyli nie strach, nie żądza pożarcia wszystkich wokół, ale zwyczajnie frustracja i mój stres. Przynajmniej ja tak myślę.

6) To mu zostało chyba po tym okresie kiedy był bezpańskim włóczęgą i jadł to co znalazł.

----------------------------------------------------------------------------

Jak je rozwiążemy:

1) Teraz zajmujemy się eliminacją "wybuchów" (szarpanie na smyczy, darcie japy, rzucanie się na psa) kiedy Kermit widzi psa i stopniowym obniżaniem emocji które rozsadzają Kermisia podczas takich spotkań. Korzystamy z psów będących za ogrodzeniem, ponieważ nie mam nikogo kto chciałby codziennie brać udział w naszej sesji i stać czy spacerować z psem w pewnej odległości od nas, a zwykłych spacerowiczów z psami spotykamy u nas bardzo rzadko. Podchodzimy coraz bliżej, nagradzam go za kontakt wzrokowy ze mnę, zignorowanie psa. Nie zawsze udaje mi się uzyskać spokój, czasem Kermit jest cały spięty, ale przynajmniej ignoruje psa i to nagradzam. Próbuję też wbijania go w tryb pracy, z nim o wiele prościej jest przejść przy nodze na kontakcie obok psa, niż zwyczajnie na luźnej smyczy. Kiedy Kermit będzie do opanowania planuję kilka smyczowych spacerów ze znajomymi psami. Takich bez biegania luzem, tylko chodzenie w pewnej (pewnie dużej) odległości od siebie na smyczach. Potem to się jeszcze okaże, liczę na to że kiedyś tam uda mi się dojść do tego, że spacer połączony z bieganiem z innymi psami nie będzie problemem.

2) Chyba będziemy robić to co cały czas, czyli spacery na 10 m lince, entuzjastyczne nagradzanie kiedy Kermit przybiegnie wołany i jakieś fajne smaki. Nie przychodzi mi do głowy nic nowego.

3) Przychodzi mi do głowy tylko korygowanie takich zachowań, zatrzymywanie się, czekanie na spokój i znów luźne chodzenie.

4) Tu najłatwiej jest mi opanować sytuację gdy jestem z samym Kerym. Wtedy działa odwracanie uwagi smakołykami, zajmowanie go czymś innym (choćby warowaniem). Kiedy jesteśmy we trójkę nie jest łatwo, bo jeśli Kermit zainteresuje się samochodem Sonia się podnieca i chce go gonić, a wtedy już tracę kontrolę i oba psy szaleją. Z samą Sonią też problemu praktycznie nie ma, bo wystarczy że karzę jej skupić się na mnie. Muszę osłabić zainteresowanie samochodem u obu psów i wtedy we trójkę popracujemy nad spokojnym mijaniem samochodu.

5) Tak samo jak z psami, ale pewnie pójdzie łatwiej, bo nie jest to u Kermita tak silne jak agresja do psów. Na razie po prostu będę wymagać od niego posłuszeństwa i skupienie na mnie podczas mijania jakiegoś człowieka, na ogół działa chodzenie przy nodze.

6) Po cichu liczę na to że mocne przywołanie załatwi sprawę. Równolegle będę z nim ćwiczyła rezygnację z atrakcji (bardzo ciekawy wpis na blogu Magdy Łęczyckiej).

----------------------------------------------------------------------------

CELE

Możliwość wyjścia na spokojny spacer z dwoma psami na smyczach, na którym mijamy inne psy, ludzi i samochody. Bez stresu, szarpania i szaleństw.

Spacer z innymi psami bez konfliktów, najpierw smyczowy, w przyszłości może z bieganiem luzem.

Możliwość spuszczania Kermita ze smyczy, reakcja na każde przywołanie. Także wtedy kiedy jest gdzieś coś do zjedzenia.


Żegnam was z dużą dawką motywacji do działania :). Pierwsze postępy które już zaobserwowałam bardzo zachęciły mnie do systematycznego ćwiczenia tych wszystkich elementów. Wiem, że się uda i dlatego nie mogę się poddawać na żadnym etapie naszej drogi! 

fota z końca grudnia, teraz nie mamy śniegu tylko kupę błota ;)

Komentarze

  1. Powodzenia ;) ja raz próbowałam wypisać sobie postanowienia i nawet cos zaczęłam, ale mnie to nie motywuje. Potrzebuje silnego bodźca w postaci spotkania psa geniusza ktory potrafi to czego Lusia nie umie. :D wtedy działa.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kermit wydaje się mieć duuużo wspólnego z moim Jimsem, więc śmiem twierdzić, że to naprawdę ogromne wyzwanie... Bardzo fajnie, że masz opracowany plan i nie ignorujesz problemów, z takim podejściem musi się udać ;) Kibicuję Wam, trzymam kciuki i życzę, żeby nigdy nie zabrakło motywacji!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo mocno trzymamy kciuki, żeby udało Wam się wszystkie wyzwania pokonać i osiągnąć cele! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. My również pracujemy nad ''problemami''. Podobnie jak u Was mamy malutkie problemy z przywołaniem, chodzeniem na smyczy i zjadaniem wszystkiego + dominacja u Gojaczka. Ale również mamy wszystko rozpisane, nie na blogu, ale w zwykłym notatniku, gdzie wszystko opisuję i dzięki temu wiem jakie błędy popełniam w wychowaniu swoich psów, a jakie postępy uzyskuję.

    Życzę powodzenia i wiele, wiele wytrwałości w osiąganiu celów! :)
    Pozdrawiamy z Sashą i Goyą: naskrobane.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Trzymam za Was kciuki! Ty i Sonia jesteście tak doświadczoną drużyną, że na pewno sobie z Kerym poradzisz :D
    Ja z Zuzią mam głównie wyzwanie - lęk. Sunia boi się różnych rzeczy, w tym psów, co niestety przeradza się często w agresję :/ Jednak od czasu jej adopcji (półtora roku temu) widzę spore postępy w odwoływaniu (ocenia bym to tak na 50% tego, co chcemy uzyskać), chodzeniu na smyczy (60%) i zaufaniu do ludzi, a w szczególności do mnie. Nie jest wcale kolorowo, ale postępy, nawet te małe, bardzo motywują :)
    Ciekawie się czytało post. Życzę Wam powodzenia!

    Pozdrawiam,
    poprostuzuzia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Widzę, że przechodzicie coś bardzo podobnego do nas. Emetowi wiele rzeczy przeszło z czasem, chociaż pewnie nasza praca miała na to wpływ. Ogólnie to kiedyś nie wiedziałam, że charakter psa ma aż tak duży wpływ na sukcesy szkoleniowe. Teraz ciągle słyszę, że mój pies jest niezależny i trudny, ale poza tym niesamowicie inteligentny. Czytałam w jednej książce, że wychowanie psa o nieco wyższym poziomie inteligencji będzie trudniejsze. Za to jeśli w końcu znajdziemy na niego odpowiednią metodę, będziemy mogli w pełni wykorzystać jego potencjał. Wtedy to do mnie bardziej dotarło i zmotywowało do pracy. Też dzięki ludziom, których spotkałam i przede wszystkim dzięki podsunięciu mi pomysłu spalenia miski, w końcu zaczynam widzieć efekty. Kiedyś wydawało mi się niemożliwe puszczenie psa w miejscu pełnym ludzi a co dopiero branie udziału w seminarium przy obcych psach i ludziach. I pomyśleć, że to wszystko dzięki tak prostej metodzie jak zmiana sposobu karmienia... Niecałe dwa miesiące i taki efekt! Czasami żałuję, że po właściwie trzech latach o tym się dowiedziałam, tzn uwierzyłam w skuteczność. Ale w końcu człowiek uczy się całe życie. Ostatnio na przykład kiedy spotykamy sąsiada, który woła Emeta, mój pies nawet nie chce na niego spojrzeć, tylko odwraca się w moją stronę. Wszystko co było mało realne, nagle takie się staje. Nam pozostało do przepracowania odwołanie od psów, na dobrą sprawę jeszcze tego nie sprawdziłam, ostatnio tylko nie udało mi się odwołać go od szczeniaka. Mam nadzieję, że i do tego w końcu dojdziemy i Wam też tego życzę!

    OdpowiedzUsuń
  7. U mnie pies przez ten tydzień miał przestój spowodowany moją chorobą i już się boję co będzie gdy wyjdziemy na spacer. Zazwyczaj po tak długim okresie muszę zaczynać wszystko od nowa, od zera. Niestety ale co do problemów to one są najgorsze. Ale mam nadzieję i trzymam za was duchowo kciuki że wam się uda choć część z nich wyeliminować, część tych które są najtrudniejsze, a cele będą na wyciągnięcie ręki! :)

    Pozdrawiamy Wiktoria&Fado
    http://fado-labrador-retriever-biszkoptowy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. U nas ćwiczenia zależą od wszystkiego, czy ja jestem pewna czy psu się chce, czy jest ładnie czy brzydki itd. Wszytsko jest zależne od wszystkiego, ech... ale jakoś sobie radzimy.

    H&F

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny pomysł, ze stworzeniem takiego planu działania. Nam też pewnie coś takiego przydałoby się. Samo czytanie planu postawionych sobie celów jest bardzo motywujące! Wierzę, że uda ci się wypracować z Kermitem wszystkie postawione sobie wyzwania. :) Co do przywołania - u nas smaczki mało działały w tym przypadku. Odwieczny problem z zerowym przywołaniem rozwiązuje stosując zasadę wzmocnień Premarcka - może u was też by zadziałało? U nas dzięki niej ogromne postępy i zaliczone sporo spacerów bez smyczy. Oczywiście wszystko zależy od tego jakie są powody nie wracania na przywołanie ;) Pozdrawiam i życzą powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja też na moment mniejszą uwagę poświęcam sztuczkom, a znacznie bardziej przykładam się do uczynienia z Zuli normalnego psa ;) wiem, że psów nie polubi, ale widzę i tak ogromne postępy odkąd zaczęłam naprawdę regularnie z nią trenowac pewne zachowania. W tej chwili możemy przejść obok większości psów na pięknym kontakcie i przy nodze (nie jest to co prawda OBIkowe chodzenie przy nodze, bo w odległości do pół metra, ale moim celem nie było przyklejenie psa idealnie do siebie). Wczoraj jedna babka widząc zachowanie Zuli i czytając napis na naszych szelkach (FBI) powiedziała do męża: to taki agent, dlatego taki wpatrzony! :)
    Teraz powolutku przestaję na widok psa wyciągać od razu smakołyka, dopiero jak przejdziemy obok bez żadnej awantury pies dostaje nagrodę. Pierwsze udane próby mamy już za sobą!

    I za waszą pracę trzymam kciuki, regularna praca i zaangażowanie właściciela czyni cuda :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Swoją drogą dobrze, że widzisz i działasz w problemach Kermita. U mnie wygląda to mozolnie i sama nie wiem od czego by tu zacząć.
    Z chęcią będę obserwować Wasze działania i postępy w tym kierunku. Oczywiście mocno trzymam kciuki żeby cała misja się powiodła ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Coś wiem o nadmiernej ekscytacji. U nas to jedyny problem nad, którym trzeba pracować cały czas. Chociaż ostatnio było już tak pięknie, sunia nie zwracała uwagi na psy, ładnie się witała to jak pech chciał została pogryziona przez psy kochanego sąsiada i widzę, że od tej pory się trochę pozmieniało :/ Teraz gdy widzi innego czworonoga poszczekuje na niego, na szczęście potrafię ją wybić z tego stanu. Myślę, że po prostu boi się że znowu dojdzie do bójki. Niestety przy witaniu te całe emocje, które w sobie gromadziła odpuszczają i zaczyna się dzika radość... Jedynym plusem jest to, że nie ma w niej cienia agresji ;) Tylko szkoda, że mimo tylu miesięcy pracy jesteśmy teraz w plecy.
    Życzymy Wam powodzenia i dalszej motywacji w pracy!

    OdpowiedzUsuń
  13. w ogóle super że dostrzegacie wady i problemy i pracujecie nad nimi a nie stoicie jak święci udając ze takie problemy was nie dotyczą :). Powodzenia, trzymamy za was kciuki! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wyobrażam sobie ignorować takich problemów. Dla własnego komfortu jestem gotowa podjąć się tej pracy i je wyeliminować ;). Nie chcę całe życie chodzić z Kermitem na spacery na smyczy i unikać psów i ludzi z naszego otoczenia.

      Usuń
  14. w ogóle super że dostrzegacie wady i problemy i pracujecie nad nimi a nie stoicie jak święci udając ze takie problemy was nie dotyczą :). Powodzenia, trzymamy za was kciuki! :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Fajnie to wszystko rozpisałaś. Mam nadzieję, że dzięki Waszej na pewno ciężkiej pracy wszystkie problemy Kermita zostaną wyeliminowane. Trzymam za Was mocno kciuki!

    Pozdrawiamy,
    Ola i Nero

    Zapraszamy do nas: http://nero-przyjaciel.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. Zapraszam do mnie: http://wesolepupile.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witaj w domu Evereście!

Połowa teamu - popracuj nad sobą