12/62 - pierwsze malutkie postępiki

Projekt 62 
nasze cele.

cierpię na brak nowych zdjęć, pora zabrać aparat na spacer
Zdaję wam pierwsze relacje z tego jak nam idzie z naszym planem treningowym na wakacje.



Może zaczniemy od Kermita.
Jak widzieliście w ostatnim filmiku, wskakiwanie na rączki prawie zaliczone :). Jeszcze musimy to dopracować i bardziej się zgrać, ale już wiem że złapanie go jest możliwe i że potrafię tak na prawdę utrzymać go dłuższy czas na rękach jeśli odpowiednio się ustawię.
Po obozie w annówce na którym zarejestrowałam dużo informacji i rad o aporcie, kierowanych zarówno do mnie i Soni jak i do innych, wiem że Kermit to typowy pies nauczony przybiegania z zabawką, ale nie wiedzący co się robi dalej, nie nauczony oddawania. Wcześniej z nim robiłam na wymianę, albo po prostu rzucałam jedną zabawkę, on ją brał, ja uciekałam i on biegł w moją stronę. W efekcie, Kermit po złapaniu zabawki szybko zawraca i biegnie w moją stronę, ale nie rozumie że ma mi tą zabawkę oddać i zazwyczaj przechodzi do fazy memlania. Skupimy się na podawaniu zabawki i na tym żeby pies jak najczęściej wygrywał, i nie miał poczucia że jak przyniesie zabawkę to ją straci.
Klatkowanie w domu idzie mu bardzo fajnie. Potrafi leżeć spokojnie w zamkniętej i otwartej klatce, nie próbuje się wydostać. Przedłużamy więc czas.
Ogarnia już zwroty niemieckie w chodzeniu przy nodze (dla niewtajemniczonych - ja odwracam się przez lewe ramie, a pies obchodzi mnie w prawą stronę i dołącza do lewej nogi). Skupiam się teraz na odklejaniu go od ręki, żeby nie podążał za moją ręką, tylko patrzył na moją twarz niezależnie gdzie tą rękę mam.
Zmiany pozycji idą nam bardzo mozolnie... Cały czas próbuję wbić mu do głowy żeby nie ruszał tych przednich łap (wymarzyłam sobie zmiany na nieruchomy przód), on potrafi zrobić kilka powtórzeń dobrze, ale zaraz potem robi znów byle jak, aby mieć tą nagrodę szybciej.

Sonia
Widzę malutkie postępiki w aporcie, szczególnie po obozie. Nie ucieka już od razu z zabawką kiedy do niej podchodzę, chyba zaczyna rozumieć że nie będę jej zabierać. Raz zdarzyło jej się przynieść mi, to był raczej przypadek, ale mega się ucieszyłam :). Ogólnie mam wrażenie że jej motywacja do zabawy poszła w górę.
Zmiany pozycji przy nodze też nam idą mozolnie. Nie lubię uczyć tego ćwiczenia w obi, bo wymaga bardzo dużo pracy nad szczegółami, ale za to lubię bardzo gdy pies je pięknie wykonuje, tak że trzeba się po prostu przyłożyć i tego nauczyć.
Sonia zaczyna ogarniać zatrzymanie w przywołaniu. Robimy je metodą z tyczką leżącą na ziemi w połowie drogi psa od nas - losowo, raz każemy psu się zatrzymać przed tyczką, a raz nic nie mówimy i pies dostaje nagrodę po przebiegnięciu przez nią. Sonia to zaczyna rozumieć, tylko to wolne tępo mi przeszkadza...
Robiłam jej ostatnio sporo takich krótkich, bardzo motywujących sesji z koziołkiem, bo znowu zaczyna mieć co do niego jakieś ale... Poza tym nadal mamy problemy ze szczegółami w tym ćwiczeniu.

A ja ostatnio sporo rzucam sama frisbiaczy. Mam wrażenie że rzuty do tossa wychodzą mi o wiele gorzej niż na obozie, ale pewnie to tylko moje wrażenie. Przynajmniej wiem kiedy robię jaki błąd. Znalazłam na siebie metodę przy rzucaniu tossa, wyłączyć mózg, nie myśleć o kącie ustawieniu dysku, ruchu ręką, kiedy go wypuścić, jak wysoko itp., tylko zdać się na moje ciało. Im więcej myślę tym rzuty są gorsze.
Mam sposób na swoje forehandy który usłyszałam na obozie od Szymona - trzeba unieruchomić łokieć przy ciele, wtedy latają mi całkiem ładnie, gdy już trzymam całą rękę luźno zaczynają latać kalafiory :P. Overhandów dalej nie rozumiem, nie potrafię im nadać odpowiedniego spinu, niby trzymam dobrze, niby ruszam ręką chyba dobrze, ale całość mi jakoś nie wychodzi. Kiedyś miałam to samo z forehandami, aż doznałam oświecenia na seminarium z Paulą w tamtym roku, że trzeba położyć palec na rancie i tym palcem podkręcić dysk. Teraz już nie pamiętam jak ja to robiłam wcześniej.
Rzucania psu nie miałam ostatnio okazji przećwiczyć za bardzo, bo byłam tylko na jednym treningu frisbee z Kermitem, i mi nie szło.

Komentarze

  1. Gratuluje postępów, co do rzutów dyskami to teraz mam chwilkę zeby popracować sama nad sobą bo pieso leży i kuruje sie po kastracji. Trzymam kciuki w dalszej realizacji waszych planów ;)
    Nie wiem czy wiecie ale jakis czas temu blog o moich psach (tytuch.blogspot.com) zmienił nazwę i zeby byc na bieżąco z notkami odobserwujcie i zaobserwujesz ponownie, z góry dziekuje i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluje postępów!! :) spokojnie jest jeszcze czas ale wszystkiego się nauczysz potem będziesz rzucać dobrze. Pierw trzeba przecierpieć...
    Pozdrawiamy K&F

    OdpowiedzUsuń
  3. Ogólnie rzecz biorąc zawsze będzie coś, co by się chciało zrobić lepiej, poprawić. O to w tym chodzi żeby stale dążyć do ulepszenia tego, co się wypracowało. Wam idzie świetnie, strasznie Wam zazdroszczę tych seminariów, sama jeszcze nigdy na żadnym nie byłam a bardzo bym chciała. Może kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluję postępów! :) Fajnie, że piszesz w jaki sposób uczysz, można dzięki temu zmienić swoje podejście i ułatwić psu naukę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratulacje! U nas również wskakiwanie na ręce zaliczone (więcej niż prawie!) oraz vaulty. Mam jeszcze sporo rzeczy do zrealizowania.. Motywacja, przywołanie, praca w skupieniu..
    Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  6. Gratuluję postępów, chciałabym żeby ktoś pokazał mi jak rzuca się frisbee, bo zupełnie mi to nie wychodzi :D. Chętnie bym rzuciła coś Emetowi od czasu do czasu :).

    OdpowiedzUsuń
  7. Super, że wykorzystujesz wakacje na pracę z psami. Ja się bardziej lenię, niż robię cokolwiek :D
    A co do samego projektu, może mogłabyś zrobić jakąś oddzielną zakładkę? Byłoby łatwiej nam, czytelnikom znaleźć informacje. :) To tylko taka mała sugestia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobry pomysł z tą zakładką! :)

      Usuń
  8. Gratki :D Ja ostatnio zdecydowanie poprawiłam swoje backhandy a nad forehandami solidnie pracuję i coś mało mi wychodzi niestety ;p

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja też ostatnio dużo sobie rzucam i jak backhandy w końcu wychodzą i nawet w połączeniu pies-człowiek nie jest źle to forehandy latają jak chcą, totalne kalafiory ;) No nic, trzeba ćwiczyć dalej, w końcu mam jeszcze na to caalutkie wakacje :D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witaj w domu Evereście!

Połowa teamu - popracuj nad sobą

Początek życia ze szczeniakiem