O codzienności...


Chyba warto w końcu tu coś napisać o tym co się u nas dzieje.
Zaniedbałam blogową społeczność ostatnimi czasy. Nie zostawiłam komentarzy na waszych blogach, nie czytałam regularnie, ewentualnie jak miałam wolną chwilę wieczorem to brałam laptopa i czytałam jakiś nowy post który mi się nasunął na górze głównej strony bloggera. Wszystko przez brak wolnego czasu, chociaż raczej przez brak jego dobrej organizacji. Obiecuję poprawę, bo blogowanie, pisanie, czytanie innych blogów zawsze bardzo sobie ceniłam i uważałam za bardziej wartościowe niż serwisy typu facebook, instagram, tweeter itp. w końcu i w bloga trzeba włożyć znacznie więcej pracy.





Nasza codzienność jesienna składa się z treningów obi, biegania, rowerka, frisbeei luźnych spacerów których ostatnio fundujemy sobie więcej. Zapomniałam już prawie jak to przyjemnie czasem wybić się z tego pośpiechu i spędzić godzinkę-dwie na po prostu chodzeniu po lesie, polach, podczas gdy psy sobie swobodnie biegają i eksplorują teren dookoła. Coraz częściej spuszczam ze smyczy Kermita (głównie przez to że zgubiłam długą linkę). Przywołanie jest u nad drażliwym tematem, tak samo było ze Skwarkiem (kompletnie zapomniałam... minęły niedawno dwa lata jak go nie ma...). Z Sonią za to problemów nigdy nie miałam, zawsze jej ufałam i prawie zawsze miała mocne przywołanie (były gorsze etapy, ale zawsze byłam w stanie ją kontrolować), z Kerym jest dość ciężko, ale jakoś żyjemy i chyba jest ciut lepiej.


Poza takimi chodzonymi spacerami często wyciągam rower no i staram się regularnie biegać. Jak wychodzi tak wychodzi, ale przynajmniej się staram i po każdym bieganiu jestem dumna że to zrobiłam. Choćby to były przynajmniej 4 km, liczy się systematyczność.


Jeśli chodzi o obi to na jesień nie udało mi się ułożyć w tej kwestii planu, ale postaram się to jakoś zmienić. Dłubię z Sonią dużo szczegółów, uczymy się nowych ćwiczeń. Robimy pozycje marszu, udało mi się nauczyć całkiem fajnego hopstója, tylko problem jest przy utrzymaniu pozycji gdy do niej podchodzę albo obchodzę dookoła. Próbuję to wzmacniać samokontrolą, próbami specjalnego wybijania z pozycji, popychania, układam nagrodę przed nią i gdy się w nią wpatruje, nie zwracając uwagi na to że przechodzę obok, pozwalam jej wziąć nagrodę. Warój z marszu idzie jako tako, chociaż zdarza jej się już zrobić to całkiem ładnie. Siad dopiero zaczęłyśmy. Poza tym skompletowałam kwadrat i od kilku tygodni sobie ćwiczymy wysyłanie do niego. Lubię to ćwiczenie i Sonia chyba też zaczyna lubić. Rzeźbimy też chodzenie przy nodze, które nadal niestety nie jest idealne.
Tak na marginesie, moim ulubionym ćwiczeniem w obedience jest aport kierunkowy. Taki trójkowy, z wysłaniem, zatrzymaniem i aportem jednego z trzech koziołków. Nie mogę się doczekać aż będziemy go robić :).
Sraram się teraz wprowadzać Soni więcej łańcuchów, gdzie dostaje nagrodę dopiero po wykonaniu ćwiczenia w całości lub po kilku ćwiczeniach. Nie mogę zapominać że obi wymaga balansu, a przeciwwagą dla treningów szczegółowych są treningi składające się z łańcuchów, pod zawody. 
Z Kermitem zwolniłam w obi, bo skupiam się na realizacji tego co chcę przerobić do frisbee. Mimo wszystko nie chcę żeby przepadło to ile włożyłam przez lato w zrobienie z nim obediencowych ćwiczeń, więc raz na jakiś czas coś tam sobie ćwiczymy głównie dla przypomnienia. 
Przez te ciemności nie udaje mi się zorganizować się i trenować tak często jak poprzednio. Kiedyś obi robiliśmy prawie codziennie, teraz nie wystarcza mi na to czasu. Postanowiłam że chyba dobrym wyjściem będzie zrobienie jednego porządnego treningu w tygodniu, takiego na spokojnie, gdzie będę mogła skupić się tylko na tym, pójść na łączkę, rozstawić wszystko, poświęcić wystarczającą ilość czasu każdemu psu, a poza tym to już jak wyjdzie, czasem jakieś drobne rzeczy wieczorem przy kolacji, czasem podczas spaceru. 


Angażuję się w pracę nad Kermitowym frisbee. Wydaje mi się że jakby chętniej bawi się dyskami jako takimi, ale ogólnie nie ma rewelacji. Jest jakoś mało zmotywowany na treningach, a ja nie potrafię się wyluzować, wydaje mi się że za bardzo się spinam. Nieudane treningi mnie dołują. Chyba muszę sobie zapodać jakieś motywujące filmiki z You Tube'a i zmienić trochę nastawienie, bo myślę że znaczna większość tego co nam nie wychodzi to moja wina. 
Sonia coraz ładniej bawi się dyskami, jak sobie przypomnę że wiosną uciekała na widok dysku, to różnica jest kolosalna. Teraz chcę popracować nad pewnym chwytem i łapalnością, bo ona chyba nie do końca wierzy że może złapać.


A i jeszcze fitnes, wykorzystując to że więcej czasu spędzamy w domu, robimy trochę więcej ćwiczeń na świadomość ciałka i mięśnie. Zawsze to zaprocentuje w przyszłości.

Być może część z was już widziała nasz jesienny filmik. Powstał w większości po prostu z nagrań z treningów, nie miałam na niego jakiegoś artystycznego zamysłu, chciałam pokazać co aktualnie ćwiczymy i jak to wygląda.




Komentarze

  1. Jesień nie należy również do moich ulubionych pór roku, bo nie pozwala nam robić praktycznie nic. Poranne wstawanie - ciemno, powrót ze szkoły - ciemno, i w zasadzie nic nie da się porobić, bo wolny czas zabierają lekcje i nauka, ale cóż... Żyć nie umierać. :)
    Bardzo podziwiam Was za wytrwałość i tak ogromną chęć do działania w zasadzie przez cały rok, bo jakby na to nie patrzeć to cały czas coś robicie, ogromne gratulacje i powodzenia, szczególnie w jesień! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja za to uwielbiam jesień za specyficzny klimat który prowadza, melancholię, nastrój spokoju, refleksji... tylko ciemności mnie przytłaczają.

      Usuń
  2. Jesień mnie przytłacza, wracam ze szkoły godzina i jest ciemno. Jedynie rozświetla mi wieczory świeca kawowa, coś pięknego. Mam ochotę nie wychodzić z pod koca. Filmik najlepszy, jak zawsze! Pozdrawiamy pusia-i-ja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. O tak, gdy robi się coraz ciemniej na różne typu treningi nie starcza czasu, w ogóle na psa jest mniej czasu. Najgorzej jest, gdy ma się 8 lekcji, potem jeszcze za nim dojedziemy autobusem....

    kundel-reks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja tak na przekór kocham jesień, chłodniejsze temperatury i te kolory. Właśnie jesienią najwięcej mi się chce i mam największą motywację :D Jedyne, co mi przeszkadza, to wczesne ciemności - durna zmiana czasu :P
    Trzymam kciuki, żeby udało Wam się dojść do ładu i dobrze zorganizować wolny czas!

    OdpowiedzUsuń
  5. Systematyczność to nie jest prosta sprawa. Ale chcieć to móc :)
    Kibicuję!

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam patrzeć na radość Soni w trakcie treningu! A Kermit... Jejku, jak on się cudownie zmienia! Brawo :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Na utrzymywanie pozycji może Ci pomóc rezystencja (u nas pomogła), ale też dobre nagradzanie kierunkowe (nie tylko na zasadzie - żarcie przed nosem widoczne dla psa). Tak naprawdę z tym stójem to wcale nie jest tak prosto - przynajmniej ja to zaobserwowałam - wiele psów stania w ogóle nie traktuje jako pozycji z określonym kryterium. Ale i na to są sposoby ;) .
    Co do aportu kierunkowego to przecież w podstawowej wersji (mam na myśli po prostu wysyłanie do wybranego aportu - niekoniecznie koziołka) wcale nie musisz mieć nawet zrobionego aportu formalnego, jest tam trochę dłubania i to fajne ćwiczenie dynamiczne (jako przeciwwaga dla pozycji i innych tego typu ćwiczeń). Chociaż jak mam być szczera to ja niespecjalnie przepadam za tym ćwiczeniem.

    OdpowiedzUsuń
  8. Widzę, że całkiem sporo u Was się dzieje, najważniejsze że ciągle czymś się zajmujecie :). Ja mam w obi kilka rzeczy, których za nic nie potrafię wypracować więc ktoś musi mnie w końcu olśnić na treningu. Na szczęście mamy w mieście już dwie dostępne trenerki, także jestem bardzo zadowolona.
    Zdjęcia są przepiękne, jak zawsze zresztą. Taki malutki Kermit <3. A filmik z chęcią obejrzałam kolejny raz :).

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja również bardzo lubię aport kierunkowy :D
    Zazdroszczę motywacji do przebiegnięcia chociaż tych 4 km. Ja nie mogę się zebrać, bo czuję, że i tak przebiegnę tylko parę metrów i padnę :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękny film! Oglądam już po x któryś i widzę, że jesteśmy równie zakręcone :D
    No i po raz kolejny będę wzdychać nad Sonią - genialna jest, to co razem osiągnęłyście jest naprawdę niesamowite :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Wasz filmik bardzo mnie zmotywował. Śliczne to Soniaczkowe wstawanie z warowania, śliczne nakręcenie na dyski i śliczne skoki z radości Kermita!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witaj w domu Evereście!

Połowa teamu - popracuj nad sobą

Początek życia ze szczeniakiem