Nadmorski obóz obedience


Wczoraj przed świtem ja i Sonia w końcu ułożyłyśmy się we własnym łóżku w naszym domku w lubelskiej wsi. I to był koniec naszego nadmorskiego tripu. Łącznie w jedną stronę 10 godzin samochodem [cudownie mieć tak spokojnego małego pieska który lub jeździć w długie trasy, tak samo jak pańcia], potem pół dnia i noc w przepięknym miejscu w Ustce, 4 dni obozu, i w końcu w środę w nocy powrót, tym razem cudownym trafem 9 godzin.
Zawitałyśmy na międzynarodowym obozie obedience z Asią Hewelt i Magdą Stodułko, w Farmie Talentów. Doświadczenie niesamowite, dla mnie prawdziwa masa wiedzy ale przy tym psychiczny odpoczynek od codzienności, dla Soni bardzo trudne warunki, które zniosła na prawdę dzielnie :).

Wyjechałyśmy w sobotę o 5:00, w Ustce byłyśmy po 15:00. Wybrałyśmy się na spacer do miasta i na plażę [zakaz dla psów, ale co tam, tylko na chwilkę] i poćwiczyłyśmy troszkę obi żeby przypomnieć co nieco So [wcześniej miała dwa dni przerwy, bo ja emocjonalnie nie byłam w dobrym stanie na treningi]. Potem wróciłyśmy do pensjonatu w którym nocowali moi rodzice. Ogarnęłam nasze rzeczy i przepakowałam się tak żeby następnego dnia być gotowa to wyjazdu na obóz, zaczynałyśmy go w niedzielę rano.


W sobotni wieczór zabrałam So na jeszcze jeden spacer. Nie wzięłam kamerki ani aparatu, z resztą na zdjęcia czy filmy było już za ciemno. Poszłyśmy lasem, znalazłyśmy absolutnie cudowne miejsce, las z wysokimi drzewami i wrzosami, piaszczysta polanka - cudownie! Dalej trafiłyśmy na prawie pustą o tej porze plażę. Ach i och, okolica przepiękna! Zrobiło się całkiem ciemno, zdecydowałam się na powrót przez miasto żeby chociaż iść ulicą z latarniami. I że tak powiem, 'troszkę' się zgubiłam. Ale koniec końców samodzielnie do tego pensjonatu wróciłam. Podjęłam decyzję że wstaję rano jak najwcześniej, zabieram aparat i lecimy w to samo miejsce.



Położyłyśmy się spać, a w niedzielny poranek obudził mnie... deszcz... No i tyle z naszych zdjęć, wiedziałam że już tu nie wrócimy. Trudno, przespałyśmy się jeszcze jakieś dwie godzinki, potem trzeba było spakować wszystko do samochodu i jedziemy do Farmy Talentów.

Co do samej Farmy Talentów - miejsce bardzo przyjazne, miła kameralna atmosfera. Jednak okolica że tak powiem szału nie robiła. Do morza było stamtąd 6 km, więc nie mogłyśmy za często spacerować plażą, okoliczne łąki też za piękne nie były, prawdę mówiąc ładniejsze tereny mamy u nas obok domu ;). Szkoda trochę, bo ja czuję duży niedosyt morza. Ale głównym celem był obóz - trenujmy i uczmy się - to mi wynagrodziło wszystko :).


Ekipa obozowa mocno zróżnicowana, różne psy, przewodnicy na różnym poziomie zaawansowania, 8 teamów z Polski i 5 zagranicznych [na naszym turnusie Niemcy i Austriacy]. Wspólnym językiem wykładów i omawiania treningów był angielski. Pomyślałam sobie na starcie: ufff jak dobrze że bezproblemowo rozumiem po angielsku, ale proszę, żebym nie musiała się za często wypowiadać.

Niedzielę zaczęłyśmy od competition treningu. Zadanie od trenerek: za 10 min zaczynamy, każdy z was ma przygotować karteczkę z wypisanymi ćwiczeniami, wybieracie 4 ćwiczenia z dowolnej klasy, 2 wasze zalety i 2 wady, kolejność też wybieracie sami. Asia sędzią, Madziasto komisarzem.
Cały czas padał deszcz. Kiedy zobaczyłam plac treningowy - o kurde... woda po kostki [pomińmy fakt że miałam przy sobie tylko dwie pary trampek, w głowie miałam, że So tu pewnie prawie nic nie zrobi]. No trudno, zmiany pozycji mogłabym pokazać jako nasz plus [dużo ostatnio ich robiłyśmy i nawet szły, na zasadzie że jak So zrobi to idealnie, a jak nie to nie zrobi wcale], ale wiedziałam że na mokrej trawie [jakiej mokrej trawie, w wodzie!] księżniczka się nie położy. Koniec końców na karteczce napisałam: klasa 1: stój z marszu jako zaleta, aport zaleta/wada zależy od Sonuni, obieganie pachołka jako wada bo nie zlokalizuje za pewne, chodzenie przy nodze jako wada bo niedokładne.
Weszłyśmy na plac, jakoś tam walczyłyśmy, ciężko było mi złapać kontakt z Sonią, dzidzia mimo wszystko walczyła z warunkami i jako tako umysłowo była cały czas ze mną, ogromnym problemem było dla niej dostawienie się do nogi i posadzenie tyłka na mokrej trawie [w wodzie!], przejścia między ćwiczeniami miałyśmy brzydkie. W końcu Sonia stój z marszu zrobiła pięknie, aport bardzo wolno, pachołka nie widziała, a ponieważ było jej ogólnie ciężko to nawet nie wybiegła [jak jest najarana to za pierwszym razem wybiega, orientuje się że nie wie gdzie i zdezorientowana wraca do mnie, a jak nie ma prawie w ogóle motywacji to nawet nie wybiega], chodzenie w sumie nie było złe na moje oko.
Nie tylko So, żaden pies na tym treningu w takich warunkach nie był sobą. Nie dziwię się.
Po tym sprawdzianie trenerki powiedziały, że teraz mamy wejścia na plac po 10 minut, w tej samej kolejności. Mamy zrobić trening, one tylko patrzą i się nie odzywają, zaczynamy zaraz. Szybko myślę i wymyśliłam. Zrobię kwadrat, tylko ze dwa powtórzenia z małej odległości, bez zatrzymywania, tylko niech zlokalizuje i przebiegnie prosto za rzuconą piłką. Potem szybkość w aporcie bo poszło bardzo wolno w competitionie, zupełnie nie jak Sonia która bardzo lubi aport, kilka razy dostawianie i duże nagrody za posadzenie dupki na mokrym, i obieganie pachołka, żeby go zobaczyła. Sporo pracowała na zabawkę - boziu! niesamowite!


Wieczorem mieliśmy w kuchni omawianie treningów i wykład. Omawianie na zasadzie - trenerki mówią, my nie możemy się odzywać i tłumaczyć. Na wstępie: "Nie patrzyłyśmy w ogóle na ćwiczenia. Naszym celem było sprawdzić relację przewodnika z psem, przetestować nas w trudnych warunkach, jak przewodnicy reagują w stresie i pośpiechu"
Co usłyszałam - plus za to że wychodzę na trening z planem, i za to że wiem jak Sonię włączyć w trudnej dla niej sytuacji, minus że używam za mało nagrody socjalnej, daję tylko żarcie, żarcie, piłę, piłę [jak to? myślałam że używam dużo socjalu] i nie powinnam powtarzać całych ćwiczeń z błędami [typu brak siadania w dostawianiu] tylko zmniejszyć wymagania w trudnych warunkach, żeby trzymać kryteria mimo wszystko.

Na kolejny dzień praca nad 4 tematami, w grupkach po 3 psy [w jednej 4], żebyśmy poznali różne sposoby na ten sam temat. Mieliśmy: overtreningi, nagroda socjalna, przejścia i pozycja początkowa, aport. Wybrałam dla nas przejścia między ćwiczeniami. Ten trening był tym z którego wyniosłam baaardzo dużo, z obserwacji każdej grupy i słuchania komentarzy Asi.


Trzeciego dnia były grupowe treningi rozproszeń, poza tym codziennie indywidualne wejścia na których robiliśmy to co chcemy. Przerobiłam lokalizowanie kwadratu i pachołka, prędkość i dokładność dostawiania, podgryzanie i problem z dostawianiem z koziołkiem, kroczki w tył w chodzeniu przy nodze, patyczki i overtrening. Poza tym porobiłam notatki z cudzych sesji i starałam się jak najwięcej wyciągnąć z wieczornych wykładów. Szczególnie trafił do mnie ten o systemie planowania treningu według Asi. Z całego obozu przywiozłam prawie 20 stron notatek które muszę przetrawić i zacząć pisać nowy plan treningowy.


Pogoda nam nie dopisywała. Przez cały obóz na placu treningowym była woda. Zbawieniem były kalosze które udało mi się pozyskać :). Patrząc na pozytywy - nie było upału :).
Codziennie rano chodziłam z Sonią na relaksujące spacerki na tamtejsze łąki. Kilka razy przeszłyśmy się na dłuższy spacer z Asią i Marą maliną, dziewczynami z naszego pokoju. Dwa razy byłyśmy nad morzem, raz piechotą przeszłyśmy się do Jarosławca, raz wieczorkiem samochodem wybrałyśmy się do Rusinowa. Ogólnie szkoda że z Naćmierza jest dość daleko do morza, około 6 km. Miło byłoby móc pójść na plażę codziennie, jak ktoś miał swój samochód to było mu łatwiej.

Zakończyliśmy całość obozowymi zawodami


Baaaardzo było warto! Dowiedziałam się mnóstwo nowych rzeczy, rozwiałam wszystkie swoje wątpliwości i mam wstępny plan dalszego działania. Sonia była dzielna. Niesamowicie miło było zostać pochwaloną, usłyszeć od trenerek, że So się bardzo zmieniła, zostać zapytaną jak nam idą przygotowania do jedynki i kiedy zadebiutujemy. A najlepsze - niesamowicie jest mieć psa któremu mogę ufać, z którym doskonale się rozumiem. Poza tym miła atmosfera i miłe towarzystwo. Pozytywny i bardzo owocny wyjazd.

A co z Kermitkiem? Spędził tydzień bez mamusi, pojechał na kolonie do cioci Ewy do hoteliku w Lublinie. Synek w międzyczasie nieźle nabroił, dwa razy uciekł z pokoju i ukradł żarcie - standardzik.

No i wakacje dobiegają końca...  Jeszcze na pocieszenie, czeka nas bardzo ciekawy przyszły weekend - do zobaczenia na Latających Psach w Warszawie!




Komentarze

  1. Super! Też planuje wybrać się na obóz, ale ciągle nie mogę się zebrać! Co do przejść między ćwiczeniami, to bardzo ważna sprawa, a na semi często pomijana, masz jakieś ciekawe porady? Planowanie też ważna rzecz, to coś, co mi nie wychodzi:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie to powiedziała nam Asia: "bo wszyscy uczą ćwiczeń, na seminariach wszyscy zajmują się ćwiczeniami, jakoś się nie mówi: hej, powinieneś raczej poćwiczyć przejścia albo nagrodę socjalną. A my obserwując psy na zawodach dochodzimy do wniosku, że co z tego jak one umieją ćwiczenia, skoro nie mogą ich pokazać w takiej sytuacji." Święta racja.

      Usuń
  2. Szkoda trochę pogody, ale najważniejsza jest masa informacji którą przywiozłaś w końcu na obozie i tak nie da się wszystkiego przerobić. No i do zobaczenia za tydzień :D.

    OdpowiedzUsuń
  3. My w przyszłym roku planujemy wybrać się na seminarium frisbee, bo mamy trochę problemy z flipami i valutami ;) A jak Sonia zareagowała na fale? Bała się czy wbiegała do wody tak jak Bobik?

    Zapraszamy do nas justbobik.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bała się, w ogóle prawie nie wchodziła do wody. Ale nie namawiałam, bo wiem że ona ogólnie w żadnej wodzie nie lubi pływać.

      Usuń
  4. Aleeeee suuuuper! Sonia ślicznie wyszła na pierwszych zdjęciach <3

    daisysportingyork.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak jak bardzo obi kocham tak nie umiem konstruować i planować mądrze treningów XD Nie wiem od czego zacząć, jak powinien wyglądać taki plan i jak go ładnie i płynnie realizować. Nie mam tego problemu przy agility, tutaj wiem co konkretnie chce zrobić, wiem jak chce to zrobić i jaki ewentualny plan "b" wykorzystać. Przydałoby się tą wiedzę nabyć i w końcu wziąć młodeła na seminarium :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja wręcz przeciwnie, nie umiałabym planować treningów agility ;).

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witaj w domu Evereście!

Połowa teamu - popracuj nad sobą