Podstawy frisbee - chwyt dysku

No nie, kto jak kto, ale żebym ja miała uczyć innych ludzi pracy z psem w dogfrisbee? Gdzie mi samej trening idzie tak nieudolnie. Ale pewna osoba do mnie napisała, najpierw w temacie motywacji, długo o tym rozmawiałyśmy, wymieniałyśmy się doświadczeniami i filmikami. Potem wszedł temat nauki chwytania dysku w locie i tego jak przejść do łapania backhandów. Tłumaczyłam, ale przekazanie tego w formie tekstu pisanego nie szło mi najlepiej, to tradycyjnie, zaproponowałam że nagram taki skrótowy filmik na bazie mojej małej So. Potem jak go złożyłam to w sumie stwierdziłam - a może go upublicznić? A nóż przyda się jeszcze komuś.



Filmik jest skrótowy i zwróćcie uwagę, że pokazany na psie który już łapać umie ;). Więc z takim któremu złapanie dysku sprawia problem, nie zrobicie tego raczej w jedną sesję. Ogólna zasada [chciałam żeby było to słychać na filmiku, ale nie wyszło mi]: kiedy pies nie łapie dysku jesteście cicho, a jak mu się uda - głośno chwalicie, niech poczuje różnicę i wie że warto się starać. Ja mam w zwyczaju serio głośne krzyczenie do psa - i to Sonię cieszy :).

Sam temat backhandów jest mimo wszystko o wiele obszerniejszy i wiem to na przykładzie Soni, która długo nie łapała [Kermit tak czy siak naturalnie łapie wszystko i do tego z cudowną techniką skoku]. Wiele osób, jak ja i So przez pewien czas, zatrzymuje się na etapie floaterów w przód i nie może przejść dalej. Według mnie najczęstsze powody to:

- problem w kwestii zgrania z psem w schemacie: obieg, wybiegnięcie w przód, rzut w odpowiednim momencie;

- nieodpowiednie rzuty, wynikające z braku umiejętności przewodnika, albo tego że nie potrafi on zapanować nad swoim ciałem w stresie i pośpiechu, podczas treningu z psem. Rzuty za długie, za niskie [posiadacze małych psów boją się rzucać im wysoko, błąd! trzeba rzucać wysoko żeby mały psiak miał czas dogonić taki dysk], za szybko uciekające, zbyt płaskie. W przypadku Soni sprawdziły się około dziesięcio-metrowe backhandy z tzw. 'bouncem' czyli poduszką powietrzną, lekko podnoszące się i zawisające na końcu. Sprawiały że Sonia niecierpliwiła się, bo ten dysk jakoś długo nie spadał, i nawet wyskakiwała. To że często nie trafiała to inna kwestia. Tutaj były pierwsze próby kiedy zaczęłam serio rzucać jej backhandy - klik, i kiedy [no właśnie!] postanowiłam jej zaufać i po prostu rzucać!

- wewnętrzna blokada przewodnika, brak zaufania do psa. W pewnym momencie trzeba się przełamać, przestać myśleć i przewidywać, zacząć rzucać, zaufać psu i nie przejmować się tym że nie złapie. Rzuć mu człowieku tego backhanda, nic się nie stanie jak nie złapie ;)


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Witaj w domu Evereście!

Połowa teamu - popracuj nad sobą