Zawody obedience w Warszawie



Czy można wrócić z kolejnych zawodów z niewiele lepszym wynikiem na papierze niż z poprzednich [znów bez oceny, tym razem 171,5 p], ale z o niebo lepszym nastawieniem, będąc na prawdę zadowoloną ze startu? Jasne! Dowód naoczny - relacja poniżej :)

Na wstępie bardzo dziękuję mojej kochanej Ewie, której wyżaliłam się ze wszystkiego w nocy przed dniem zawodów. Byłam wtedy w strasznie słabym stanie emocjonalnym. Dziękuję że mnie wysłuchałaś, że mogłam to wszystko z siebie wyrzucić i pojechać do tej Warszawy z zaskakująco pozytywnym nastawieniem :).

Najpierw trochę przygód z dojazdem... Miałam kupiony bilet na pociąg którym bym sobie idealnie zdążyła na przerwę po klasie drugiej, żeby się na spokojnie zarejestrować do jedynki, przejść z So na spacer, dać jej czas na wynudzenie się w klateczce. Dojechałam do Lublina na dworzec, stanęłam tam i słyszę "pociąg do stacji Warszawa Zachodnia opóźniony o 40 min, opóźnienie może ulec zmianie..." - no k**** ***! Głęboki oddech... spojrzenie na plan zawodów w telefonie... mam szansę zdążyć na początek jedynki, organizatorzy mówili żeby być chociaż godzinę przed swoją klasą, ale dobra, jakoś to może przejdzie. Rozłożyłam Soni klatkę w poczekalni na dworcu [a właśnie - kupiłam namiotową klateczkę :) cud techniki, chociaż Sonia już na drugim treningu ją podarła, ale zszyłam - działa, a ja jestem nią zachwycona, napiszę o niej za jakiś czas w poście z jesiennymi zakupami], napisałam na fb do Magdy żeby poinformować kogoś z organizatorów że zamierzam dotrzeć, i na wszelki wypadek smsa do Agnieszki od Espery, bo tylko do niej miałam numer. W końcu pociąg dojechał około godzinę po czasie. Jednak pojawił się jeden zasadniczy plus który mnie zachwycił :) - byłyśmy same w przedziale <3 nie miałam w końcu problemów ze zmieszczeniem psa [jakaś dziewczyna dosiadła się do nas w połowie trasy, ale była bardzo miła, pies jej nie przeszkadzał ani go nie zaczepiała]. Zawsze staram się kupić bilet na wagon bez przedziałów żeby mieć miejsce dla Soni, w tym pociągu takiego wagonu nie było, więc nie miałam wyjścia. Ostatnio tak samo wracałam z LP i So jechała na korytarzu, bo przedział był pełny, a za każdym razem kiedy ktoś chciał przejść to zabierałam ją i składałam klatkę.


Dotarłyśmy, teraz najbardziej stresująca dla mnie część podróży - nie zgub się, znajdź wśród tysiąca przystanków koło centralnego dworca, ten właściwy, wśród miliona autobusów wsiądź w ten właściwy... potem jadąc tym autobusem spanikowałam: wyświetlają się nazwy przystanków a nie ma tego na którym miałam wysiadać... a nie! chwila! to są nazwy ulic ;). Cały czas w mojej głowie było: uspokój się, zadbaj dzisiaj o dobry stan psychiczny twojego czarnego pieska!

Kocham mój telefon [chociaż potłuczony i z niedziałającym dotykiem po prawej stronie ekranu], który w końcu łączy się z internetem i łapie GPSa, kocham jakdojadę.pl i mapy google - trafiłam! widzę plac Team Spirit'u :D.
Widzę że startują już jedynki, wpadam na wejściu na Magdę - "powiedz że zdążyłam, że się jeszcze zarejestruję i wystartuję"; M: "- jasne, na spokojnie, dawaj książeczkę [...] już jesteś zarejestrowana, teraz startuje drugi pies".

So na chwilę do klatki, potem przebieram się z kurtki w kamizelkę [jeju, zszedł ze mnie cały stres podróży, było mi normalnie gorąco w dwóch bluzach i kamizelce dog chowa, Dominika od Gambita potem kazała mi się ubierać], wrzuciłam najlepsiejsze smaki i różowa piłka do kieszeni. Poszłam z So na spacer, potem troszeczkę treningu, pokazałam jej kwadrat na ringu obok i mocno zmotywowałam. Spoko, jest ok, jest wyluzowana. Zawijam ją w back on tracka i wrzucam do klatki. Już po kilkunastu minutach widziałam ze mam dzisiaj mojego psa w należytym dla niej, dobrym humorze :). Szczekała, chciała wyjść i robić! A przy tym nie darła łapami klatki [miałam jakiegoś dzikusa ostatnio na treningach, rozdarła obie materiałowe, zszyłam na razie tylko jedną]. Zaczepiło mnie kilka znajomych osób, znalazłam sobie ludzi do nagrywania mojego przebiegu, patrzyłam na starty i ze spokojem stwierdziłam że mamy czas :).

Celem treningów po ostatnim starcie były emocje Soni i nie przejmowanie się rozproszeniami, czyli głównie trawą i zapaszkami. Olałam sobie ćwiczenia i tak też podeszłam do tego startu. Chciałam mieć pozytywnego psa który jest ze mną, a co tam zrobi to mało ważne.

Sporo osób nie dojechało, a było obłożenie na listach. Ja sama po zapisach byłam druga na rezerwie i dostałam się na główną listę startową krótko przed zawodami.

Wyszłam z nią na jeszcze jeden spacer i już widziałam że mam moją So! Zaczepiającą mnie z miną "mamo! mamo! będziemy coś robić!? powiedz że tak!". Jeszcze chwila na nudzenie się w klatce. Potem się okazało że startujemy zaraz po już wchodzącej cattelce Mu, a miałam mieć jeszcze 3 starty dla mojego psa na zbieranie sił. W stresie przebrałam się w tą kamizelkę, zdążyłam zmarznąć podczas czekania i byłam w kurtce i moich najgrubszych rękawiczkach. Pomyślałam - Ada, masz się uspokoić, masz na tym starcie być wyluzowana i uśmiechnięta.
W końcu przyszedł czas na nas. Weszłam na ring przygotowawczy i zrobiłam rozgrzewkę, w końcu tak jak powinnam - nie przypominałam ćwiczeń, zrobiłam wszystko co Sonia kocha żeby ją pobudzić, wbić w jak najlepszy nastrój i chęć pracy: obieganie, kółeczka, odbicia, łapanie smaczków w locie, łapanie piłeczki, szalone szarpanie piłką na sznurku. Widziałam to już po prędkości z jaką robiła obrociki - to była moje So!

fot. https://www.facebook.com/lecoeurfurieux/

ZMIANY POZYCJI     6p
Mózg mi się wyłączył po wejściu na ring... to wszystko przeze mnie, So mogłaby zrobić na dychę. A to ćwiczenie akurat wymaga mega ogarnięcia ode mnie jako przewodnika. Komisarz Jagna: "ustaw się tu na żółtej kropce [...] jesteś gotowa?" So gdzieś się gapi, no ale jestem. "komenda", nie patrzy na mnie, boże żeby zrobiła... dobra wydrę się do niej "bam!", położyła się uf... "odejść od psa" panika, panika, co ja mam powiedzieć, a dobra "zostań". Minął ułamek sekundy - cholera jasna! powinnam powiedzieć "pozycje", a trudno... "zatrzymać się, odwrócić" węszy... nie no... przecież ona teraz nie zrobi. A chwila co mam robić? A bo tam na tablicach mi zmieniają pozycję, no tak, dobra, to się do niej wydrę "kic!" węszy... jeszcze raz "kic!" dalej było przepięknie :D.
Na karcie oceny widnieje jeszcze: "not straight at the begining [oj wiem, kto by się takimi szczegółami przejmował przy Soni, to nie borderek, ważne że w ogóle robi], double command [no wiem], name of the dog [a rzeczywiście chyba powiedziałam przy tej drugiej komendzie na kic]"

Na przejściu coś węszyła, ja ją włączyłam i doszłam w końcu do porozumienia z moim mózgiem, przypomniałam sobie że miałam być wyluzowana i się uśmiechać.

PRZYWOŁANIE      5 p
Na starcie znów była nie skupiona. Na początku każdego ćwiczenia to samo, włączała się dopiero jak praktycznie wydarłam się do niej z komendą. Teraz nad tym muszę popracować, przydałby mi się pseudo komisarz na treningi który rozpraszałby mnie na początku ćwiczeń, pytał czy jestem gotowa itp. a ja w tym czasie pilnowałabym żeby Sonia nie traciła kontaktu ze mną [ogłoszenie: szukam osoby do pomocy, ktoś coś?]. Dobra, w związku z tym że była gdzieś zapatrzona i nie położyła się do końca powtórzyłam komendę na położenie się. Potem jak się odwróciłam to widziałam że So gdzieś się gapi. Umie przywołanie nieźle, ale zrobiła teraz wolno i musiałam jej powtórzyć jeszcze komendę na dostawienie, bo węszyła coś koło mnie.

KWADRAT      0 p
No nie widziała, standardzik, nawet nie wierzyłam że go tam zobaczy bo masa psów miała straszny problem na tych zawodach. Sędzia po daniu zera pozwolił mi powtórzyć i pomóc jej. Trafiła w końcu za trzecim razem, ale zatrzymała się przed taśmą. Za to ładny kic po dojściu do niej.

STÓJ Z MARSZU     6,5 p
"jump, sniffing, body language"
Nie obchodzi mnie to! Ja kocham ten jump Sonuni i jestem dumna że taki ładny zrobiła!
Tak wiem, węszyła, ale łapek nie przestawiła ;).
Pomoc ciałem - no gdzie!? chyba że na starcie to się zgodzę.
A no i strasznie wolno siadła po tym jak do niej doszłam, coś jej się zablokowało w główce. Ten powrót do pozycji przy nodze na koniec ćwiczeń też do przetrenowania.

APORT     7,5 p
Na żywo widziałam go gorzej niż na filmiku.
Wybierając koziołek miałam do wyboru 3, odrzuciłam największy, wiadomo, najmniejszy był mikroskopijny, So nigdy na takim nie ćwiczyła i mogłaby mieć problem z chwyceniem. Za to średni był większy od tych których używamy na co dzień. Ale wzięłam średni. jak mi komisarz podała, pomyślałam - kurde, ciężki jakiś. Rzuciłam, Sonia gdzieś się gapi, nie rób mi tego, aport to twoje ulubione, pewnik. "komenda" - "aport!". Pobiegła, wzięła [slow pick up, za to mam odjęte punkty, całkiem ładnie jak na siebie wzięła, potrafi bardziej się zastanwwiać, tylko tym razem coś tam sobie wąchnęła obok leżącego aportu] miałam wrażenie na żywo że wracała wolniej. Dostawiła się krzywo.

WARUJ Z MARSZU      0 p
A szkoda tego zera, bo zrobiła przepięknie. Tylko że powtórzyłam komendę na starcie bo nie ogarnęła że już idziemy, a potem się zawiesiła, z pięć razy powtórzyłam "kic" i nawet jej już pokazywałam nad głową rękę do targetu. Do tego not straight in the position - olać, to tylko Sonunia

PRZESZKODA      9 p
Niezawodne, najwyżej oceniane ćwiczenie, którego w ogóle nie ćwiczę, w końcu ona kocha skakać :). Tylko krzywo się dostawiła.

OBIEGANIE      0 p
Myślałam że zawsze mam wybór po której stronie znacznika się ustawiam i mogę go mieć przy prawej nodze, żeby pies miał miejsce na dostawienie się. Tylko taką sytuację robiłam na treningach. Tutaj komisarz kazała stanąć z pachołkiem po lewej. Chciałam chociaż odsunąć się od niego, zrobić więcej przestrzeni - "musisz stanąć bliżej znacznika, to jest za daleko" - kurde no! Trudno już...
Pachołek do obiegania był ustawiony na wprost na publiczność, jakiś metr od ludzi. To nie był aż taki problem dla Soni, gorzej to, że jak to ona, w ogóle go nie widziała [a szkoda, w Mińsku tak ładnie zrobiła]. Za pierwszym razem wysłała się gdzieś do nicości, za drugim pobiegła do kwadratu [a to daleko było i z boku], za trzecim uparła się na targetowanie tego nieszczęsnego żółtego znacznika przy mojej nodze. Słyszałam jak sędzia się z niej śmieje "haha, target?", komisarz też, i ja też. W końcu jej pokazałam dosadnie żeby obiegła ten cholerny pomarańczowy słupek! Cała Sonunia :) ale ją kocham za to i tak.

CHODZENIE     6 p
Duma mnie rozpiera! Ona chodziła! Cały czas na kontakcie i z radosnym przebieraniem łapkami! No nie wierzę <3. Co tam że nie ogarniała, szła krzywo, wyprzedzała itp. Ja z nią prawie wcale chodzenia nie robię na treningach, żeby jej nie zanudzić, bo nie lubi tego ćwiczenia. A ja...? idę... komisarz: "skręt w lewo", skręcam, myślę: boże, mam nadzieję że to było lewo. Nadal szukam kogoś kto poudaje komisarza na naszych treningach! I jeszcze w uwagach double command [powtórzyłam przy tym skręcie w lewo bo spanikowałam], looking at the dog too much [jakoś nie ufałam Soni  i nie mogłam się powstrzymać żeby na nią patrzeć, i tak chodzę lepiej niż kiedyś ;)]

ZOSTAWANIE      10p
Pierwszy raz na koniec, po starcie.
Wchodzenia na ring się boję i strasznie dużo go ostatnio ćwiczyłam, na każdym treningu. W Mińsku nie mogłam jej normalnie wprowadzić na zostawanie, w ogóle nie była w trybie pracy, szła i wąchała. A tutaj! Ależ pękałam z dumy jak przeszła cały ring na kontakcie <3 <3 <3.
I co? Wysiedziała! Wysiedziała! :D jako jedyna w naszej grupie. Kotlet dygnął jak do przywołania, potem wstał i się położył, ozik się położył, borderek chyba tuptał. A Sonia? Siedziała! :D

WRAŻENIE OGÓLNE      7 p

171,5 p - bez oceny, 13 lokata / 17 psów

Podoba mi się sędziowanie, surowo, ale widać że Gonzalo tnąc punkty wie co robi.
A to moje maleństwo - jakie ono jest śmieszne :) Momentalnie przestawia się z trybu "wącham.... patrzę...." do "mamo! jestem! już! robię! szybko!". Sami popatrzcie:

 

Bardzo dziękuję operatorce mojego aparatu - Natalii, i operatorce swojego telefonu - Dominice :). 

Osiągnęłam cel treningowy, na prawdę dużo udało mi się poprawić w trzy tygodnie! Teraz w planie lądują początki ćwiczeń, skupienie na mnie kiedy rozmawiam z komisarzem, wzmocnienie tych pozytywnych emocji i ogarnięcia podczas całego przebiegu, dalej walka z pokusą wąchania, wracanie do pozycji siedzącej przy nodze po dojściu do psa [po pozycjach z marszu, kwadracie], ignorowanie znaczników, no i oczywiście lokalizowanie kwadratu i pachołka. Mamy czas na rozgrzebanie wszystkiego, bo zima raczej obejdzie się bez startów. 


W końcu powrót do domu. Spotkałam Alicję od Cynki [razem zdawałyśmy PT w czerwcu], która przyjechała na trening, a dziś startuje w zerówce. Zaproponowała że nas może gdzieś podwieźć - <3 nie muszę jechać tymi miejskimi autobusami <3. No i nie miałam kagańca bo zapomniałam z domu :P. 
Na dworcu miałyśmy jeszcze godzinkę do pociągu. Na luzie poszłyśmy do toalety [Sonię zachwyciły wielkie lustra do samej podłogi w toalecie na dworcu :D], znalazłyśmy peron, kupiłam sobie kawę, zmęczona So się położyła, porozmawiałam przez telefon z moją Ewcią i przyjechał planowo nasz pociąg. 


Na koniec chcę wam pokazać kolosalne różnice w pociągach naszego polskiego PKP, jeżdżących na tej samej trasie, w ten sam dzień. Spójrzcie na zdjęcie z początku postu a to poniżej. Ja odnoszę wrażenie siedzenia w pociągach z dwóch różnych epok? Jeszcze jedno - moja rada dla jeżdżących pociągami z psem. Jeśli tylko się da kupujcie bilet na wagon bezprzedziałowy. Potem będąc w tym wagonie, odpuście sobie szukanie miejsca ze swoim numerkiem, idźcie dalej, dalej, dalej, potem zazwyczaj w tych wagonach jest barek, jeszcze potem jest takie pomieszczenie jak widać na poniższym zdjęciu, obok toalety są miejsca dla niepełnosprawnych, a przy nich nieponumerowane siedzenia, też takie rozkładane. Ogarnęłam że tu nie ma numerków na rejestrację, tam zazwyczaj nikt nie siedzi. Dużo przestrzeni, mega wygodny patent dla psa i człowieka też :). 


Komentarze

  1. Cieszę się że jestem zadowolona ze startu i że udało Wam się zrealizować własne założenia :) Nienawidzę przedziałowych pociągów, a z ZG do Wawy mam tylko taki.. i zmieść tu oba psy :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Super, że tak fajnie Wam poszło! Nik też ma problem z węszeniem, ale teraz wprowadzam mu nową komendę na skupienie, aby wprowadzić go w tryb pracy. Uwielbiam jak Sonia robi "kic" :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Najważniejsze, że to Ty jesteś zadowolona! :) W ogóle to fajnie, że mieliście dużo miejsca dla siebie w pociągu - ja nigdy z Nelą nim nie jechałam. I w ogóle gratulacje! Dobrze Wam poszło :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozumiem i bardzo popieram takie podejście! Przy zmotywowanym psie poprawki ćwiczeń to już pestka :). Planujecie wystartować na zawodach w marcu?

    OdpowiedzUsuń
  5. Super, że udało Ci się zrealizować cel. :) Oby było już tylko lepiej i lepiej!

    OdpowiedzUsuń
  6. Gratulujemy! Ja zaczynam myśleć o jakimś seminarium Obedience ;) Takie pytanie... jak sprawdza się u was klatka? Widziałam ją ostatnio w Tk Maxxie za 45zł i zastanawiam się czy kupić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na wyjazdy - jestem zachwycona, mieści się do plecaka, jest leciutka, błyskawicznie się rozkłada. Niestety, dla Soni nie nadaje się na treningi na których muszę zostawić ją na długo i nie mogę jej pilnować w tym czasie. Na drugim takim treningu So rozdarła suwak i wyszła z klatki... Zszyłam - działa ;) ale wiem że nie mogę jej na co dzień używać, tylko właśnie na zawody, wtedy szczególnie się przydaje. Przy moim piesku ten namiocik nie nadaje się na jedyną klatkę, muszę mieć drugą bardziej wytrzymałą.

      Usuń
  7. Śmieszne małe So! Śmieszne ma te zawieszki, jak uczeń przeglądający fejsa pod ławką udający, że nie, skąd, o co chodzi, on bardzo pilnie uczestniczy w lekcji!

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratulacje ! Super wam poszło :)
    U mnie próby wejścia do pociągu okazały się marne, więc tylko zostaje nam swoje prywatne auto :P
    Pozdrawiam, Złoty Pies

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prywatne auto [+ prawo jazdy of course] - moje marzenie :D. Do spełnienia za rok :).

      Usuń
  9. Miło było Cię poznać. :)
    Małe pieski zdaje się dość często mają problemy z wysyłaniem i lokalizacją elementów ćwiczeń w przestrzeni. Może spróbuj popracować nad tym pod okiem Moniki z ObiFru? Wiem, że Fruzia często nie widzi kwadratu/ koziołka w kierunkach, a jednak Monice udało się jakoś wyćwiczyć te zachowania tak, żeby wychodziły.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witaj w domu Evereście!

Połowa teamu - popracuj nad sobą