Brak mózgu, powrót mózgu... w sumie sama nie wiem co


Jakiś czas temu wspominałam, że w naszej współpracy z Kermitem nie układa się najlepiej. Kiedy to już całkiem ładnie się przywoływał, chętnie pracował, skupiał się i byłam z niego całkiem zadowolona, nagle wszystko się posypało...

W sumie nie tak nagle, zaczęło się nam to wszystko gorzej układać, z tego co pamiętam jakoś na początku października. Najpierw trochę się na osłabiło przywołanie, kiedyś na treningu był niezbyt chętny do robienia czegokolwiek, po jakimś czasie po prostu sobie poszedł pobiegać i powęszyć (przyszedł później z własnej woli, poprosiłam go o jakąś prostą sztuczkę, nagrodziłam i skończyłam pracę), innym razem na spacerze w lesie olewał mnie kompletnie, nie reagował na żadne przywołanie, smaki nie były dla niego prawie żadnym argumentem. Wtedy postanowiłam się za to zabrać. Pierwsze co mi wpadło do głowy to przywołanie zrobić od nowa, na nową komendę, bo starą już mu spaliłam. Po raz trzeci i już ostatni robimy to od początku! (a przynajmniej mam taką nadzieję, że ostatni) Do tej pory Kermit biega sobie na spacerach na 10 m lince, a ponieważ nawet na lince nie na każde przywołanie reaguje, to jeszcze trochę minie zanim znów zacznę go puszczać luzem. Poza tym chcę żeby zależało mu na kontakcie ze mną. Bardzo mało z nim ćwiczę, chcę żeby miał niedosyt. Na spacerach pozwalam mu węszyć, kilka razy go przywołuję. Kiedy idę na trening, on patrzy jak ćwiczę z Sonią, a jego proszę tylko o kilka komend i obficie nagradzam, np. kółko, pac, dostawienie się do nogi i radosne nagradzanie jakimiś pycha smakołykami, albo energiczna zabawa. Nakręcam go na żarcie, część posiłków daję mu z ręki, jeśli już go karmię z miski, to każę mu wcześniej zaczekać na komendę zwalniającą.

Doszłam do wniosku, że Kermit jest specyficznym psem. Szybko się uczy, potrafi wiele sam wykombinować, szybko przyzwyczaja się do nowych sytuacji i  kiedy jestem nieostrożna szybko potrafi popaść z jednej skrajności w drugą. Kilka dni po wprowadzeniu mojego pomysłu na naprawienie jego móżdżku, kiedy to skupiłam się głównie na jego motywacji do pracy (byłam bardzo energiczna i emocjonalna robiąc coś z nim), Kery miał problemy z samokontrolą i opanowaniem emocji. Gdy robiłam coś z Sonią, a jemu kazałam czekać, on szalał, nie potrafił spokojnie poleżeć (wcześniej nawet nieźle mu to wychodziło), szczekał, szarpał się itp. Jak tylko miał okazję próbował mi wyrwać jedzenie z saszetki, ukraść zabawki... Z nim wszystko trzeba robić ostrożnie, nawet naprawiając motywację trzeba wprowadzać mu elementy samokontroli, nie można z niczym przesadzać.

Na razie jest może ciut lepiej, może tak samo... Bardzo mało z nim ćwiczę, szczególnie ostatnio, bo byłam chora, ale mam nadzieję, że to jeszcze lepiej przełoży się na jego chęć do pracy. Mam nadzieję że będzie coraz lepiej. Priorytetem jest na razie przywołanie, bo znajomość tej komendy jest nie do przecenienia.


Komentarze

  1. Mam nadzieję, że Kermitowi całkowicie powróci zdrowy mózg, i że będziecie dobrze się porozumiewać :)
    Zuza też jest dość specyficzna w treningach, bo ze względu na jej chęć tropienia, bardzo delikatny charakter i zmienne nastroje muszę się pod nią trochę podpasować.
    Zdjęcia - super!
    A jakiej komendy używasz do przywołania?

    Pozdrawiam!
    poprostuzuzia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Powodzenia w dalszej pracy. Mojej suni ostatnio też, jakby uciekł mózg, no ale ćwiczymy i się nie poddajemy. Życzę wam postępów w dalszej pracy i mam nadzieję, że Kermitowi szybko mózg wróci ;).

    H&F

    OdpowiedzUsuń
  3. U nas nie raz są takie upadki, że praca z Luną to największa porażka.
    Ale zazwyczaj wychodzimy z tego bez problemu :)
    Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiesz, myślę że nie ma się czym martwić! Kermit w końcu nie jest z tobą nawet rok, nie wiadomo jakie życie miał przed schroniskiem, szkolenie to dla niego wciąż duża nowość :) Wcześniej wystarczało, że był po prostu... psem. Spacer, jedzenie, spanie, spacer, jedzenie, spanie... Teraz do tego doszło jeszcze wysilanie mózgu ;) Wzloty i upadki są w szkoleniu codziennością, grunt żeby zrozumieć, że to też część życia ze sportowym psem. I że upadki są nie po to, by was załamać i zepsuć więź, tylko po to, żeby móc na nowo wstać :) Jak zawsze trzymam za was kciuki i wierzę, że z tej próby wyjdziecie zwycięsko
    Ale czy w szkoleniu można w ogóle mówić o przegranej? Myślę, że nie...

    OdpowiedzUsuń
  5. Trzymam kciuki za poprawę w pracy z Kermitem! Powodzenia! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mamy dokładnie tak samo... :(
    Raz super współpraca, a innym razem totalna olewka. :/

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie ma się co załamywać, skoro my miewamy gorsze dni, to psy też mogą ;) Najważniejsze, że się nie poddajesz, a Kermitowi widocznie trzeba dać więcej czasu.
    Życzę Wam powodzenia w dalszej pracy, przy Tobie Kery rozkwitnął!

    OdpowiedzUsuń
  8. Właśnie, jak przywołanie nie będzie zrobione w 100% to co chwilę będzie pojawiał jakiś problem z tym związany. My na szczęście znamy już rozwiązanie, Wy na pewno też sobie poradzicie. I tak dobrze, że Kermit chodzi na lince bo ja musiałam z niej zrezygnować- pies jak chciał to i tak z niej uciekał.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zawsze występują chwile załamania i kompletnego olania, ale trzeba to przecierpieć i optymistyczną myślą iść dalej. Wszystkiego dobrego w szkoleniu Kermita! ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Aj, niestety, każdy pies, tak jak człowiek czasem się wyłącza, i najlepiej, gdyby nikt już od niego niczego nie chciał :P
    Ola i Piano

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witaj w domu Evereście!

Połowa teamu - popracuj nad sobą

Początek życia ze szczeniakiem