II Lubelski Dogtrekking "Łapa na szlaku"

fot. Sławek Mazur
I po dogtrekkingu... Jak było? Świetnie!
W skrócie: trochę ponad 18 km, zakwasy, bolące plecy od ciężkiego plecaka, podarte i ubłocone buty, ale za to super zabawa, świetne doświadczenie, wielka zmiana w zachowaniu Kermita i podium! Jestem baaaardzo zadowolona i chociaż plecy mnie dzisiaj rano bardzo bolały to chcę jeszcze raz! Koniecznie!


Moje największe obawy były związane z zachowaniem Kermita w stosunku do psów. Na miejscu startu emocje zrobiły swoje i było sporo spin (ale na szczęście nie ja jedyna byłam z takim dzikusem, inne psy też zdarzały się być niezbyt przyjaźnie nastawione). Dlatego chciałam już jak najszybciej ruszyć na trasę.
Szliśmy we trójkę z Eweliną i Raven, i Agatą z Alexem. Z Alexem poznał się bez problemu i nawet potrafił przejechać się z nim jednym samochodem (podwoziliśmy Agatę z przystanku na miejsce zawodów), tylko po zawodach zdarzyło nam się większe spięcie o miskę z wodą. Reven też okazała się nie taka straszna. Na trasie Kermit był bardzo grzeczny, cały czas ładnie ciągnął do przodu (mocniej niż mnie ciągnie na co dzień, ale wiadomo, rywalizacja), tylko plątaliśmy się trochę smyczami z Raven i Alexem. Pozwalał się wyprzedzać i sami też mogliśmy wyprzedzać innych. Nawet z ONem, który podobno na poprzedniej edycji był bardzo agresywny w stosunku od psów, Kermit dogadywał się całkiem nieźle, nie było żadnej nieprzyjemnej sytuacji.



fot. Kasia Śpiewak
fot. Sławek Mazur

Na starcie zdecydowaliśmy się ustawić z przodu i ruszyć biegiem, żeby nie musieć pchać się w tym tłumie. Potem się wszystko ustabilizowało i razem z dziewczynami szliśmy większość trasy tylko we trzy. Dopiero około połowy dogonił nas pan z synem i owczarem z kategorii rodzinnej (indywidualna i rodzinna miały jedną trasę) i trzy dziewczyny z którymi ścigaliśmy się do mety. Trasa wcale nie była trudna, bez problemu zorientowaliśmy się na mapie i znaleźliśmy wszystkie punkty kontrolne. Najpierw była dróżka przez las, obok rzeki, po punkcie 1 szliśmy obok pól i pojawiały się co jakiś czas zabudowania. Punkt 3 i 4 znajdowały się na terenie wsi. Do punktu 5 szliśmy asfaltową drogą obok lasu, zamierzaliśmy ominąć asfalt i skręcić w lewo żeby iść polną drogą, ale zdecydowaliśmy się nie ryzykować, bo był cień i nie było specjalnie ruchu. Po punkcie 5 mieliśmy iść niebieskim szlakiem, tak nas uprzedzali na starcie, żeby ominąć bagnisty teren, w jakiś sposób przegapiliśmy skręt w prawo, widzieliśmy tylko jedno oznaczenie niebieskiego szlaku i w połowie tej drogi skojarzyliśmy się że to chyba nie tu mieliśmy iść. Ale nie było tak źle, tylko ja wpakowałam się w błoto ;). Na 6 punkcie stały dziewczyny z obsługi dogtrekkingu i pokierowały nas żebyśmy pobiegli przez łąkę i leśną dróżkę, i znajdziemy się w Sernikach, a stamtąd już pobiegliśmy na metę.
Na punktach były do spisywania hasła z powieszonych kartek, na 3 punktach trzeba było spisać rok z krzyża, albo dokończyć tekst z tabliczki w kapliczce i na cmentarzu wojennym, w 5 punkcie było hasło i perforator który został skradziony :D, w ostatnim już stała obsługa zawodów z dziurkaczem także nikt go sobie nie przywłaszczył ;).


Najśmieszniejsze było, jaką atrakcją były nasze zawody dla tamtejszych ludzi. No nic dziwnego, idą ludzie z psami i to jakimiś takimi w uprzężach :D. Wystrojona rodzinka na wsi (chyba z kościoła wracali): "Przepraszam, wy tu macie jakieś rajdy z tymi psami?", babcia siedząca na ławce: "A skąd wy takie psy macie? To jakieś rasowe?", pan z dzieckiem którego spotkaliśmy przy 5 punkcie kontrolnym: "Zobacz jakie pieski, piją wodę i jedzą chrupki. Którego sobie wypierzesz? Tego czarnego?".
Z mniej przyjemnych zdarzeń... no oczywiście pieski wybiegające z bram... no jakżeby mogło być inaczej. Na 3 puncie przy krzyżu było z nami 5-6 osób, nagle podchodzi do nas duży czarny pies (taki większy od Kermita). A za nim facet: "wracaj tu! co ja ci mówiłem!". I oczywiście nawet go nie złapał, dopiero jak pies podszedł do Ravenki to Ewelina chwyciła go za obrożę i podała właścicielowi, ech...

Jak dobiegliśmy na metę okazało się że mamy 3 miejsce w kategorii indywidualnej kobiet ("El Perro na szlaku"). Ewelina z Raven były 4, a Agata z Alexem mieli 5 miejsce. Super wiadomość bo nie spodziewałam się podium, chciałam tylko być za połową. Nie mieliśmy dużej konkurencji, bo większość osób poszło do rodzinnej kategorii. Tu możecie podejrzeć pełne wyniki - https://drive.google.com/folderview?id=0BzAxAT0pSPoRY3JMcTNmNU9Uc2s#

Mieliśmy czas 3 h 17 min. Według Endomondo zrobiliśmy ponad 18 km, a nie 15 - https://www.endomondo.com/workouts/523711950/16723342 (czas trochę dłuższy bo włączyłam Endomondo wcześniej przed startem i wyłączyłam później).



Wygraliśmy fajną, porządną smycz przepinaną od El Perro, smaczki, karmę od Doliny Noteci, apteczkę, mydło i probiotyk dla psiaków i gadżeciki sponsorów.
Wcześniej w pakiecie startowym dostaliśmy ciasteczka zbożowe, napój energetyczny, ulotki, kupon na karmę Happy Dog i kamizelkę odblaskową (którą musieliśmy oddać na mecie, szkoda bo mi by się przydała).



Na mecie mieliśmy sporo wolnego czasu bo z rozdaniem nagród czekaliśmy na wszystkich uczestników (a i tak nie wrócili jeszcze wszyscy). Można było sobie zjeść posiłek regeneracyjny, były kiełbaski z grilla (sojowe były całkiem niezłe ;)), ciasta, kawa, herbata. Siedzieliśmy sobie w altance, psy ochłodziły się w rzece, Kermit całkiem grzecznie czekał uwiązany do drzewa, mieliśmy tylko spięcie z Alexem o miskę z wodą.

Ogólnie było super! Już nie mogę się doczekać kolejnej edycji, która jest planowana na jesień. Albo wystartujemy tym razem na 25 km, albo poprawimy nasz wynik na 15 km.
\No to widzimy się jesienią na szlaku! :)

Komentarze

  1. Jeszcze raz gratulacje! :D Czytając Twój opis aż sama mam ochotę wybrać się na tego typu imprezę! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow, patrząc na zdjecia to sporo was tam było:) gratuluje 3 miejsca! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Wielkie gratulacje! Czekam, aż niedaleko nas będzie jakiś dogtrekking, to na pewno pojedziemy! Mnie Majlo także ostatnio pozytywnie zaskoczył na psiej imprezie. Takie rzeczy to super sprawa :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluję! :D Taki dogtrekking to super sprawa, sama bym spróbowała, ale boję się o to, jak Fuks by się zachowywał wśród takiej ilości psów. Jak tylko będą u nas jakieś zawody agility to wezmę na nie Fuksa, żeby zobaczyć, jak zareaguje na takie tłumy. :)

    Pozdrawiamy,
    Martyna&Fuks :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę się założyć że Fuks jest mniejszym wariatem od Kermita ;). Tłumy na zawodach są wyzwaniem, bo wtedy emocje są na bardzo wysokim poziomie. Zupełnie inna sprawa to bieganie/chodzenie w towarzystwie psów, wtedy nie ma czasu i energii na rzucanie się, psy myślą tylko o tym żeby przeć do przodu i emocje opadają. A na dogtrekkingu nie idzie się cały czas w tłumie, można spokojnie sobie obrać taką pozycje żeby było dużo luzu, a przy tym nie trzeba się wlec na końcu. My szliśmy prawie sami, a dobiegliśmy na 3 miejsce.

      Usuń
  5. Teraz jeszcze bardziej jestem pewna co do udziału, czekam tylko na pasujący mi termin :).
    Świetnie Wam poszło, czyli nie było tak źle i spokojnie możesz się z nim wybierać na takie wydarzenia. Tym bardziej, że z każdym kolejnym razem na pewno będzie lepiej :).
    To mam rozumieć, że w którymś momencie oddzieliłaś się od dziewczyn i pobiegliście do mety? Czy po prostu weszliście na metę w takiej kolejności? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już metę było praktycznie widać to wszystkie zaczęłyśmy szybciej biec. Ja wbiegłam na metę pierwsza a dziewczyny kilkadziesiąt metrów za mną, jak teraz patrzę na wyniki to mają czas policzony o minutę dłużej niż ja.

      Usuń
  6. Ada, w zasadzie w tym całym zamieszaniu nie zdążyłam - gratuluję! :) I dzięki za miłe towarzystwo na szlaku :) Co do Kermita, to już wiesz - jeszcze trochę pracy i będzie śmigał bezproblemowo :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wielkie gratulacje dla Ciebie i Kermita :D
    Haha biedni ludzie byli zszokowani co się dzieje ;) W końcu nie codziennie widzą taką sforę psów :)

    OdpowiedzUsuń
  8. BRAWO! My tez planujemy wziąć udział w podobnym wydarzeniu :)
    MY BLOG

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witaj w domu Evereście!

Połowa teamu - popracuj nad sobą

Początek życia ze szczeniakiem