Obi - treningi, refleksje, plany i myśl o debiucie


Obedience z Sonią jest dla mnie bardzo ważne i staram się trenować jak najczęściej. Od kilku tygodni (miesięcy?) byłam w motywacyjnym dołku. Zwyczajnie mi się nie chciało. Sonunia pracowała cały czas bardzo ładnie, to chodziło tylko o mnie. Próbowałam się nakręcać oglądaniem filmików (patrzenie na ludzi których podziwiam zawsze zachęcało mnie do pracy), układać plany treningowe, trzymać się ich, ale brakowało mi tego czegoś... Jednak nic nie daje mi takiego kopa jak treningi z osobami na wyższym poziomie, rady, pomysły i refleksja nad tym, że wcale nie jest tak dobrze jak myślałam, a przed nami masa pracy. Nie ma co marnować czasu, już na drugi dzień po takim treningu biegłam w podskokach żeby to wszystko jeszcze raz przećwiczyć samemu...



Ten post miał się pojawić już ładne kilka tygodni temu, jak zwykle brak mi było czasu na niego i dopiero teraz znalazłam wolną chwilę żeby do niego usiąść. Przestrzegam was, łączenie ról licealiski (która na dodatek do wszystkiego chce się przykładać), właścicielki dwóch psów (która nie wyobraża sobie żeby jej psy nie miały codziennie dłuższego spaceru), osoby rekreacyjnie biegającej i ćwiczącej (dla własnego zdrowia, wyglądu i samopoczucia), wolontariuszki w schronisku, i zawodniczki (no przyszłej zawodniczki) obedience, frisbee i agi... W efekcie zaniedbuję takie swoje drobne przyjemności jak prowadzenie bloga, czytanie innych ciekawych blogów, fotgrafowanie, przeglądanie cudzych zdjęć dla zbierania inspiracji, czytanie książek itp. Szczęście że nie mam żadnych innych ważnych obowiązków.

W ostatnie trzy weekendy byłyśmy na trzech grupowych treningach:

 

22 listopada wybrałyśmy się do Lublina. Jechałyśmy same, pociągiem i komunikacją miejską, i bardzo się cieszę że się nigdzie nie zgubiłam :). 
Nie miałam konkretnego pomysłu na ten trening, po prostu chciałam poćwiczyć przy bardziej doświadczonych osobach, sprawdzić na ile Sonia jest w stanie zrobić zerówkowy przebieg. Nie byłam wtedy z niej dumna. Łatwo się rozpraszała, szczegóły się posypały, była niedokładne i mało zmotywowana. Ech... takie życie, nie zawsze jest tak dobrze jak się spodziewamy. Ale za to dowiedzieliśmy się o nowych sposobach na trenowanie elementów, które mnie już nudziły, bo w kółko robiliśmy to tak samo. Moje notatki po tym pierwszym treningu:


Do chodzenia przy nodze mam częściej włączać pachołki, żeby psicę z nimi oswoić. W końcu nawet jeśli zaliczymy zerówkę za pierwszym razem na doskonałą, to znaczniki pojawią się też w kolejnych klasach, chociażby przy pozycjach z marszu. Ponieważ mamy problem z utrzymaniem kontaktu wzrokowego przy dłuższym chodzeniu (szczególnie w jakimś nowym, rozpraszającym otoczeniu), mam robić stopniowo najpierw kilka kroków i nagroda, potem odcinek od jednego do drugiego pachołka, potem połowę zetki i całą. Cały czas pilnować tego żeby psina nie traciła kontaktu. W wyraz tego chodzenia i inne szczegóły już się nie zagłębiam. Wystarczy mi żeby Sonia chodził w miarę blisko mnie, równolegle, cały czas na kontakcie i nie rozglądała się nawet przy dłuższym chodzeniu.

Aport wychodzi ogólnie dobrze, nie na 10 punktów, ale nie jest źle. Kiedy robimy to formalnie, w nowym miejscu, bez nakręcania, to prędkość jest słaba i czasem Sonia brzydko się dostawia, ale mimo wszystko jestem z tego ćwiczenia bardzo zadowolona, bo wiem że co by nie było to ona po ten aport pobiegnie (ewentualnie pójdzie), przyniesie go i się z nim dostawi. Dumna jestem że w końcu to ćwiczenie zrobiłam!


Na przeszkodzie nie będziemy się specjalnie skupiać, bo wiadomo jak to jest z tym w zerówce. Beznadziejna formuła ćwiczenia w zerówce. O ile dobrze pójdzie to pies je będzie robił tylko raz, na jednych zawodach, więc nie ma co się specjalnie przykładać. Niestety gdy Sonunia jest mało skupiona, odzywa się agilitowy duch i robi sobie ciasnego skręta... Po prostu będziemy to powtarzać z pokazywaniem ręką, albo powinnam mówić drugie hop już w czasie gdy Sonia leci, żeby nie zdążyła pomyśleć o skręcie.

Przywołanie wolne... w trudnych warunkach bardzo wolne... Kiedyś przyspieszałam je uciekając ze smakiem i nagradzając suczę w biegu, ale miałam problem z przełożeniem tego na sytuację gdy muszę stać prosto. Od naszej obikowej znajomej Mourine dostałam radę że mogę stojąc rzucać lewą ręką dużego smaka za siebie, wtedy nagroda ucieka co psa przyspiesza, ale ja stoję. Z tego łatwiej będzie przejść do końcowej wersji ćwiczenia.

Zmiany pozycji Sonia umie świetnie, ale jak jej brakuje motywacji to potrafi zignorować komendę. Będę wprowadzać więcej emocji do tego ćwiczenia.
Socjalizacja - trzeba ją po prostu częściej ćwiczyć, o ile się da to z ludźmi, a jak nie to nawet z drzewkami i słupkami.

Moje wnioski po tym treningu: nie jesteśmy gotowe do zawodów, musimy baaaardzo dużo trenować! I nagle moja motywacja do treningów obi ożyła w bardzo dużym stopniu :). Nasz debiut planuję na marzec, mamy jeszcze 3 miesiące na dopracowywanie wszystkiego, więc liczę na to że uda się sporo zrobić. 

Po ćwiczeniach zerówkowych zrobiliśmy sobie jeszcze kwadrat i pozycje z marszu. Do kwadratu musimy wprowadzać więcej dynamiki, a pozycje nie są złe tylko dalej to utrzymanie pozycji stój gdy ja się poruszam jest takie trudne.
Bardzo mnie cieszyło to że psina potrafiła się ślicznie bawić zabawkami na treningu. Jakie to fajne że nie muszę robić z siebie debila, wkręcać ją na wszelkie możliwe sposoby, wyciągam tylko szarpaczek i się szarpiemy :). Z frisbee jeszcze tak dobrze nie jest, ale to kwestia czasu.


Kolejny weekend - spotkałyśmy się z dwiema dziewczynami z naszej Lubartowskiej grupy treningowej na treningu na mieście. Chciałam zapodać Soni jeszcze większe rozproszenia.
Ćwiczyłyśmy sobie chodzenie przy nodze, przywołanie z próbami przyspieszania, socjalizację z Anetą, aporcik formalny, zostawanie i potem trochę pozycje. Nie było tak źle jak na tak trudne warunki, ale Sonia nie była w stanie na tyle się skupić żeby robić ładnie całe ćwiczenia bez nagród.


Musimy duuuużo trenować! No więc szkoda czasu, pora na kolejny grupowy trening. Dzisiaj znów byłyśmy w Lublinie.
Przez całe dwa tygodnie powtarzałyśmy głównie zmiany pozycji, przyspieszanie przywołania, chodzenie przy nodze i socjalkę. Byłam ciekawa czy będzie jakaś poprawa.
W porównaniu do treningu sprzed dwóch tygodni różnica jest znaczna! Już jak na początek wyjęłam Sonię żeby ją rozgrzać zauważyłam że jest w dobrym humorku :). Zrobiliśmy sobie zerówkowy przebieg (ale z nagrodami), zostawanie w grupie i potem jeszcze trochę szczegółów. Cały czas Sonia była zmotywowana, przywołanie było szybkie (wow! byłam zaskoczona :D , aport ładny, pozycje spoko (tylko na początku ją rozproszył przejeżdżający obok głośny pociąg), socjalizacja nie taka zła, ale nie wysiedziała za pierwszym razem, przeszkodę na początku zrobiła ze skrętem, za drugim razem lepiej. Dużym problemem jest wejście na ring, socjalizacja, chodzenie przy nodze po jakiejś nowej trawie która aż się prosi o powąchanie.

Złożyłam filmiczek z dwóch treningów w Lublinie:


Po moich przemyśleniach doszłam do wniosku, że Soni wiele brakuje do przyzwoitego startu w zawodach. Dowiedziałam się też że nasze zawody będą na hali, tej samej gdzie w marcu tego roku startowaliśmy w agility (podczas dużej wystawy zoologicznej, z publicznością i to sporą, dziećmi którym może przyjść do głowy zawołać ładnego pieseczka...). Ale agility to było co innego, wychodziliśmy żeby zrobić przebieg w minutę, mogłam mieć przy sobie smaczek, a na obedience będzie ciężko - kilkunastominutowy start bez żadnego motywatora.
Na początku się przestraszyłam, ale szybko się otrząsnęłam i doszłam do jedynego słusznego wniosku: do roboty!


przygotowanie do debiutu w obedience

1) ćwiczenia zerówki
  • socjalizacja - po prostu ćwiczyć, żeby nas obu to nie stresowało
  • chodzenie przy nodze - częściej ćwiczyć z pachołkami, wydłużać czas chodzenia, poprawić koncentrację
  • aport - ogólnie ok, do poprawy tylko prędkość i dostawianie
  • pozycje - więcej motywacji, wprowadzanie rozproszeń
  • zostawanie - nowe miejsca i rozproszenia (typu: z tyłu stoją ludzie, ktoś woła Sonię)
  • przeszkoda - przećwiczyć ale specjalnie się na tym nie skupiać
2) zawody
  • hala - wprowadzanie nowych miejsc
  • widownia - wprowadzanie nowych rozproszeń, typu chodzenie przy nodze blisko stojących ludzi, obserwatorzy wydający różne dźwięki, przećwiczyć różne zaskakujące sytuacje na treningach
  • długa praca bez nagrody - jak już szczegóły będą pewne to często wprowadzać łańcuchy, nagroda dopiero po kilku całych ćwiczeniach


Damy radę, musimy dać, razem :)

Komentarze

  1. Myślisz o oficjalnych czy treningowych?
    Każdy ma gorsze dni czy tygodnie, ale najważniejsze jest, aby się nie poddawac :) Powodzenia w dalszej pracy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę od razu o oficjalnych zawodach.

      Usuń
  2. Plan jest to "tylko" go zrealizować :)
    Mega Was podziwiam i życzę powodzenia na zawodach i żeby motywacja zawsze była z Wami :)

    OdpowiedzUsuń
  3. U nas obi jest w ogóle nie ruszone. Można by powiedzieć, że "leży i kwiczy" :D
    Myślę, że kiedy znajdę trochę czasu pomiędzy treningami (jazda konna) zaczniemy podstawy, jednak u nas wystarczy podstawowe posłuszeństwo i komendy, gdyż mieszkamy w W-wie, a wolę, żeby suczi nie wpadło nigdzie ani nic mu się nie stało.

    OdpowiedzUsuń
  4. Brawo, brawo - bardzo trzymam kciuki za sukcesy treningowe i za marcowy debiut! :) Sama zresztą chciałabym wtedy debiutować, ale nie wiem, czy do tego czasu uda mi si,e złożyć w całość ten nieszczęsny aport, bo utknęłam na nim całkowicie i sromotnie. :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamierzacie przyjechać na zawody do Lublina?

      Usuń
    2. Celuję raczej w zawody treningowe w Łodzi. Nie chcę od razu skakać na głęboką wodę. ;)

      Usuń
    3. Hehe my też będziemy w Łodzi a dokładniej w Zgierzu na zawodach treningowych:)

      Usuń
  5. Radę dacie na pewno, ja tam w to wierze. Wasze regularne treningi na pewno się opłacą! A u nas w obi jakiś zastuj, futro nie chce pracować i nic go nie motywuje. Ale tak to z sznaucerem bywa.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja ostatnio też tak trwałam w niepewności, właściwie to chyba nie potrafiłam ułożyć dobrego planu. Z trenerem jest o wiele łatwiej, teraz już wiem dokładnie co robić. My musimy popracować nad podobnymi rzeczami, to chodzenie jest dla mnie na ten moment najbardziej uciążliwe.
    A już myślałam, że zobaczymy się na treningowych :). Ja nie wiem czy w przyszłym roku w ogóle zdecyduję się na pfocjalne zawody- zbyt duże problemy z rozproszeniami/motywacją w obcych miejscach a już wiele rzeczy nie da się odkręcić. Już sam start w treningowych będzie dla nas ogromnym wyzwaniem i możliwe że w ogóle nie uda się zrobić kompletu ćwiczeń, chociaż wcale nie zakładam porażki- tylko nie mogę wymagać zbyt wiele. Za to na Was bardzo liczę i na pewno będę trzymać kciuki. Powodzenia na treningach! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Do marca dużo czasu, można wiele poprawić :) Grunt to nie zapominać, że przede wszystkim liczy się wspólne COŚ z psem. Sukcesy są fajne i cieszą, ale to nie jest główny zamysł :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Fajnie że znowu masz wenę i chęci :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dacie radę, trzymamy kciuki! :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witaj w domu Evereście!

Połowa teamu - popracuj nad sobą

Początek życia ze szczeniakiem