Seminarium IPO z Patrykiem Krajewskim


W ubiegłą niedzielę wybraliśmy się z Kermitem na semi IPO. Do samego końca wahałam się czy jechać, czy w ogóle mamy tam czego szukać... Przekonała mnie Agnieszka - organizatorka semi. No dobra, jadę, może to nie będzie stracony czas i pieniądze.



Zazwyczaj na seminariach nie pokazuję z moimi psami za dużo, ale staram się chłonąć jak gąbka wszystko co usłyszę, ze swoich sesji i z cudzych, a potem uporządkować to w domu i zrobić notatki. Tym razem było tak samo. Nie spodziewajcie się że jak wróciłam z semi IPO to wam pokażę Kermita trzaskającego obronę, Patryk powiedział definitywnie że nie ma sensu tego robić przy jego motywacji. Zajęliśmy się pracą nad popędem łupu i uczeniem mnie poprawnego szarpania się z psem. Myślałam że co jak co ale o motywowaniu psa i o zabawie to ja wiem dużo. A gdzie tam, wiem niewiele i jeszcze duuużo muszę się uczyć.

IPOwe podejście do pracy na zabawki różni się mocno od tego które panuje wśród większości frisbowych zawodników. Na seminariach frisbee uczyli mnie że pies ma być najarany na zabawę ze mną, nie na przedmiot, że mogę a nawet powinnam na koniec zabawy zostawić zabawkę psu i dać hasło na koniec treningu. Patryk powiada: "zabawka to świętość! nie zostawiaj jak pies się nie bawi, nie rzucaj nią psu przed nosem" (odrzuciłam piłkę do torby po skończonej sesji). Że powinnam kończyć zabawę doprowadzając psa do frustracji, z racji że nie może złapać uciekającej zabawki i wtedy chować ją poza jego zasięg. Powiedziałam o tym czego uczyli mnie wcześniej, że takie kończenie zabawy może być dla niektórych psów karą (wkręcił się w zabawę to zabawka znikła), nie zaprzeczył, powiedział że rzeczywiście z niektórymi psami może tak być, ale trzeba dobrze znać swojego psa. Jednak raczej przy Kermicie chowałby zabawkę. Trochę mam bałagan w głowie, muszę usiąść z moim zeszytem od seminariowych notatek i przemyśleć sprawę żeby wyklarować sobie plan działania. Nie zmienię postępowania w zabawie z Sonią, bo poprzednie metody dały mi mega efekty, a chowając zabawkę za pewne doszczętnie zniszczyłabym aport który tak delikatnie i powoli odbudowuję, niczym domek z kart, a nadal cały nie stoi. Sonia będzie miała zostawianą zabawkę + dawane hasło "koniec". A z Kermitem chyba spróbuję bazować na IPOwej metodzie (według mojego rozeznania podobnie robią agilitowcy i niektórzy ludzie od obi).

Druga sprawa - pies powinien zawsze wygrywać (taką teorię wyznawałam). Patryk powiada: "owszem, powinien wygrywać, ale wtedy kiedy się stara". Kiedy trzyma za słabo nie ma nic złego w tym że zabawka wyślizgnęła mu się z pyska. Jak tak teraz myślę, to dobra, może i racja: trzymał słabo - stracił piłkę, ale potem bym doprowadziła do tego żeby odrobinę mocniej pociągnął i wygrał, żeby dostrzegł od razu kontrast.

Nie mówiłam o tym, ostatnio o tym w ogóle zapomniałam, trochę się może oszukiwałam że już tego problemu nie mamy, a Patryk i tak to zauważył. Zasadniczy problem Kermita to nadmierne interesowanie się otoczeniem, a ja nie jestem konsekwentna i sobie pozwalam. I stąd się biorą te momenty kiedy mam ochotę porazić Kermita jakąś tajemną mocą na odległość, bo już nic nie mogę zrobić jak mi zwiewa. Zwiewa bo wyczuwa moment kiedy ja nie jestem czujna, albo zwiewa w drodze do obiegania pachołka - bo tak, bo nie lubi wysyłania a ma okazję do ucieczki, albo zwiewa po złapaniu piłki - bo tak, bo mało pasjonująca ta zabawa a ma okazję do ucieczki. Dla mnie totalny brak szacunku, zniknięcie na spacerze luzem przeżyję, przerwania pracy na treningu nie. Pracowałam nad tym (tak mi się wydawało), ale robiłam to bardzo nieudolnie. Kermit uciekał bo mógł, bo wiedział że ewentualnie będzie "Kermit! Kermit!", a jak nie zareaguje to ja i tak nie będę mogła nic mu zrobić. W końcu przypięłam linkę na każdy trening i nie myślałam w ogóle o tym że może sobie pójść, bo już nie mógł, nie zauważałam momentów rozproszenia. Nowa zasada, na treningu Kermit ma mieć na sobie łańcuszek i przypiętą do niego linkę, jak się rozproszy i na coś zapatrzy, to odchodzę za niego, jak nie zwróci na mnie uwagi, nie podejdzie to wołam raz, jak olewa mnie nadal to korekta za łańcuszek, taka że już nie ma opcji żeby ją zignorował, i jak podejdzie to głośne pochwały.

Żałuję że nie zabrałam ze sobą Soni, wiem już że ktoś od IPO pomógłby mi bardzo w obedience, w budowaniu pracy na większych emocjach (Agnieszka powiedziała mi, że mam tendencję do gaszenia moich psów zamiast motywować... ech...). Zadowoliłam się obserwowaniem cudzych sesji z posłuszeństwa i zadawaniem pytań. Wyłapałam całkiem sporo.

Skupienie od początku do końca treningu, a nie tylko w czasie jednej sesji a potem luz. Nawet nie wiedziałam że robię źle, robię z psem sesję, daję mu "koniec" i w tym czasie ja się przygotowuję do kolejnego ćwiczenia, albo gadam z kimś. Nie wiedziałam że jest w tym coś złego, nikt od obi mi tego nie powiedział, oświecili mnie IPOwcy. Pies ma być skupiony od momentu wejścia na plac (boisko, łąkę, miejsce trenignu) do zejścia z niego! A w przerwach ewentualnie może leżeć i czekać w napięciu, czekając na zwolnienie. Wiecie co? Wprowadziłam w życie tą zasadę, plus więcej dawałam od siebie, motywowałam psa i pilnowałam wysokich emocji, i po trzech treningach obi z Sonią mam bardzo widoczną różnicę w motywacji!

- Łańcuszka zaciskowego nie zapina się tak żeby się zaciskał! Głupia ja... zapinałam Kermitowi poprawnie, przy samej głowie, ale tak że się zaciskał. I uważałam żeby go za mocno nie pociągnąć przy korekcie bo go przyduszę. Można go zapiąć inaczej, za dwa ogniwa na raz (i tak trzeba robić!), wtedy jest zwykłą obrożą, tylko działającą mocniej (bo jest metalowy, cienki i ma nieregularną powierzchnię stykającą się ze skórą psa), korekty wymagają mniej siły (to wiedziałam, brawo ja! chociaż tyle). Zaciskowa wersja łańcuszka jest tylko dla psów które są tak agresywne że niebezpieczne dla przewodnika lub otoczenia, wtedy trzeba zadziałać na nie bardziej dosadnie. Kermitowi kupiłam łańcuszek żeby używać go przy pracy nad agresją do psów, żeby mieć większą kontrolę mijając psy. Nie używałam go na treningach bo nie widziałam zastosowania, teraz już wiem jak to robić (patrz kolejny punk)

- Różnice między sprzętem i zastosowanie łańcuszka w treningu posłuszeństwa (sportowego naturalnie, obi, czy IPOwego, co tam kto woli). Proste wyjaśnienie psu różnicy kiedy jest praca, a kiedy czas wolny. Bardziej czytelne niż moje "pracujemy od tego jak cię zawołam do czasu aż usłyszysz <koniec>". Smycz przypięta do szelek czy normalnej obroży - czas wolny, możesz robić co chcesz. Smycz do łańcuszka - trening, cały czas bądź skupiony. U Soni nie będę wprowadzać takich zmian, ale u Kermita to może dobrze zrobić jego skupieniu.

Ciągle myślę czy coś mi nie wyleciało z głowy...

Bardzo owocne dla mojej głowy seminarium :). Żałuję bardzo że mogłam być tylko jednego dnia, że ominęły mnie wykłady w piątek i sobotę. Jak będzie powtórka to się piszę! Z dwoma psami na całość.

Komentarze

  1. Sporo nowości wyciągnęłaś z tego seminarium. :) U mnie w okolicach semi z Patrykiem odbywa się za tydzień i chyba zapiszę się jako obserwator, bo po twoim poście widzę, że warto i sporo można się dowiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy nie myślałam o tym żeby wybrać się na semi IPO ale jak widać, jeśli trener jest kompetentny, z każdego można wynieść sporo nowej wiedzy. Chyba mamy podobny problem jeśli chodzi o chwilowe wyłączanie się u psów. U Emeta nie próbowałam łańcuszka, tylko same szarpnięcia smyczy czyli podobnie ale mimo wielu pochwał i radości kiedy zareaguje, stopniowo się gasi. Może z samymi rozproszeniami typu zapachy poszłoby łatwiej ale przecież on tak kocha pieski...

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurcze tez mnie bardzo kusi jakieś semi IPO, szkoda że na razie w okolicy nic takiego nie ma. Mucha też ma tendencje do rozpraszania, ale ja też od pewnego czasu w przerwach każę się jej kłaść, bardziej dlatego że w innym przypadku znajduje sobie zajęcia od którego trudno ją potem oderwać albo częstuje się zabawkami z torby:P Chętnie nauczyłabym się motywacji, zabawy na semi IPO.

    OdpowiedzUsuń
  4. Z tego, co zauważyłam, to właśnie w kwestii szarpania/nagradzania osoby nie związane na co dzień z IPO przeżywają za każdym razem największy "szok" :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurcze, muszę pomyśleć nad planem odbudowania skupienia uwagi i motywacji u moich psów. To nadal trudny dla nas temat, ale ogromnie ważny i fundamentalny ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dlatego już od dłuższego czasu przymierzam się do seminarium IPOwego nie dlatego że chce robić ipo ale dlatego że tyle ciekawych rzeczy można z niego wynieść i przenieść na obi.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witaj w domu Evereście!

Połowa teamu - popracuj nad sobą

Początek życia ze szczeniakiem